🔴 Jeśli nie zrujnuje Cię to finansowo to możesz przyczynić się do rozwoju kanału 🔴https://patronite.pl/biedaenduro🆂🆄🅱🆂🅺🆁🆈🅱
Define in vitro. in vitro synonyms, in vitro pronunciation, in vitro translation, English dictionary definition of in vitro. adv. & adj. In an artificial environment
In microbiology, in vivo is often used to refer to experimentation done in a whole organism, rather than in live isolated cells, for example, cultured cells derived from biopsies. In this situation, the more specific term is ex vivo. Once cells are disrupted and individual parts are tested or analyzed, this is known as in vitro .
Podczas przygotowania do in vitro monitorowany jest stan zdrowia pacjentki, sprawdzane są wybrane hormony, w tym również progesteron. Jaki powinien mieć pozi
Dla kogo in vitro?Kiedy poddać się in vitro?Pośrednie i bezpośrednie wskazania do in vitro.Jak przygotować się do in vitro.Wymogi ustawowe dotyczące in vitro
In clinical context, in vitro diagnostics (IVDs) are used to detect diseases, conditions and infections. These tests may be done in laboratories, healthcare facilities, or even at home. Because they represent the entry door to effective care or treatment, in vitro diagnostics (IVD) hold a special place in the healthcare sector.
xLbK3N. Problem niepłodności wciąż rośnie. Coraz więcej par nie może począć dziecka. To ogromnie frustrujące, kiedy człowiek się stara, a to wciąż nie wychodzi... Wiem coś na ten temat z własnego doświadczenia. O Maksia staraliśmy się 8 miesięcy. Na szczęście w końcu udało się i chłopak niedługo skończy 5 lat (ale ten czas lei ;). Urodził się mój wymarzony synek, a ja zachorowałam...Była operacja, leczenie i dziś już na szczęście jestem zdrowa. Jednak od 2 lat nie mogę ponownie zajść w ciążę, a bardzo pragnę rodzeństwa dla Maksia... Co pierwsze przychodzi na myśl w takiej sytuacji? Trzeba skontrolować stan swojego organizmu u specjalistów. A co jeśli lekarze twierdzą, że wszystko jest w porządku i jestem zdrowa? A ja wciąż nie mogę mieć więcej dzieci...Człowiek zaczyna się zastanawiać. Rozważa wszelkie możliwości, no więc jak to jest z tym in vitro: 1. Rodzi się nowy człowiek - to właśnie chcemy osiągnąć. 2. Znika nasza frustracja - to normalne, bo osiągnęliśmy swój cel i mamy dziecko, czujemy się lepiej. 3. Przeżywamy wszelkie uroki rodzicielstwa - czyli spełniają się nasze marzenia. 4. Zwiększa się przyrost naturalny Argumenty przeciw: 1. Samo pobranie nasienia - wiadomo w jaki sposób za zwyczaj to się odbywa, no a na tym w zasadzie kończy się już rola mężczyzny. Jest praktycznie tylko dawcą...ale ok, mężczyzna może zdecydował się na przedmiotowe potraktowanie go. No i co dalej... 2. Etap farmakologiczny - kobieta codziennie przyjmuje leki, które stymulują jej jajniki do produkcji komórek jajowych. W naturalnym cyklu powstaje jeden pęcherzyk Graafa zawierający komórkę jajową, jednak do in vitro potrzebujemy więcej dojrzałych komórek jajowych. Etap farmakologiczny trwa około 2 tygodni, a w tym czasie jajniki kobiety produkują często tyle komórek jajowych, co w naturalnym cyklu odbyło by się przez rok. W konsekwencji układ rozrodczy kobiety szybciej się starzeje i szybciej zmierza do niepłodności właściwej... 3. Punkcja jajników - lekarz, kiedy uzna, że jest już odpowiedni moment, specjalną igłą punkcyjną wchodzi do obu jajników i przebija powstałe pęcherzyki Graafa w celu pobrania komórek jajowych. Jest to niesamowicie bolesny zabieg. Kobiety często nie wiedzą, na co się decydują...ale ok, zaciśniemy zęby i zniesiemy ból dla osiągnięcia swojego celu, ale co dalej... 4. IXI - mikromanipulacje - w naturalny sposób w organizmie kobiety najsilniejszy i najszybszy z plemników dostaje się do komórki jajowej i dochodzi do zapłodnienia. W in vitro plemniki są łapane, odcina się im witki i sztucznie wprowadza do komórki jajowej. Złapany plemnik wcale nie jest najmocniejszy i najszybszy, a wręcz przeciwnie, co oczywiście ma swoje dalsze konsekwencje... 5. "Okruszek" w inkubatorze - jak mówi nauka - ginekologia, embriologia, położnictwo itd., życie ludzkie zaczyna się od momentu połączenia komórki jajowej z plemnikiem. Więc na tym etapie mamy już do czynienia z małymi istnieniami ludzkimi. Taki sztucznie zapłodnione "okruszki" wędrują do inkubatora, gdzie mają przygotowane odpowiednie warunki, aby się rozwijać. Jednak zanim trafią do tego inkubatora, znajdują się w warunkach nieodpowiednich, co również ma wpływ na ich dalszy rozwój. Poza tym różnica w inkubatorze 0,1ºC na plus, czy minus, jest dla małego człowieka zabójcza. A oprócz tego wystarczy przerwa w dostawie prądu, czy jakaś drobna usterka w działaniu aparatury, albo zwykły niewielki tylko błąd ludzki i już mamy do czynienia ze śmiercią maluszków... 6. Obserwacja i wybór - przez kolejnych kilka dni (od 2 do 5) obserwuje się podziały komórkowe. Im szybciej i sprawniej, tym lepiej. Po tych kilku dniach wybiera się kilka zarodków. Bierze się pod uwagę tempo rozwoju, symetryczność komórek i ziarnistość. To ogromna odpowiedzialność. Czy ten wybór jest trafny? W ogóle kto dał człowiekowi prawo do takiego wyboru, kto może się urodzić, a kto nie... 7. Nadliczbowi ludzie - co się dzieje z pozostałymi zarodkami, które nie spełniły oczekiwań? Zostają zamrożone i czekają na swoją kolej, a może nigdy nie będą miały szansy się urodzić...Niestety zarodki ludzkie w większości przypadków nie przeżywają etapów zamrażania, a potem rozmrażania (gdyby jednak ktoś sobie o nich przypomniał). Większość z nich (70 - 90%) po prostu ginie. Zwolennicy in vitro powiedzą teraz pewnie, że przecież w naturze też dochodzi do samoistnych poronień. Owszem, ale my na to wpływu nie mamy, a zamrożone zarodki sztucznie powołaliśmy do życia i jeszcze do tego tak bestialsko potraktowaliśmy, że one giną. Giną i to z naszej winy... 8. Embriotransfer - kiedy procedura in vitro jest wykonywana po raz 1, za zwyczaj wszczepia się 2 zarodki. Wiele zależy teraz od zręczności lekarza. Specjalną pipetą zarodki są zasysane z inkubatora i przenoszone (znów w nieodpowiednich dla nich warunkach) do ciała przyszłej mamy. No i właśnie, teraz dużo zależy od tego, czy zostaną one właściwie wszczepione. Jeżeli trafią do jamy macicy, to już połowa sukcesu. Jednak nigdy nie wiadomo, czy lekarz wszczepiając zarodki kobiecie, nie dotknął, nie naruszył gdzieś pipetą chociażby ściany jamy macicy. Wtedy wystarczy tylko mikroskopijnej wielkości kropla krwi, która jest dla zarodka jak fala tsunami i wymywa go do szyjki macicy, gdzie ginie. Może zdarzyć się też tak, że transfer nie powiedzie się, bo lekarz wyjmując pipetę zobaczy, że wciąż są tam zarodki i nie są one już ponownie używane... 9. Ponowna procedura - jeżeli procedura in vitro wykonywana jest po raz kolejny, nie musimy powtarzać wszystkich czynności od początku. Wtedy tylko, w odpowiedniej fazie cyklu lekarze ponownie wykonują embriotransfer. Rozmraża się zarodki i co się okazuje? Że część z nich obumarła, a wszystkie były przecież zamrażane jako żywe...Poza tym po transferze uprzednio mrożonych zarodków, urodzenie całkowicie zdrowego dziecka jest mniej prawdopodobne niż po pierwszym transferze zarodków nie mrożonych. 10. Hiperstymulacja jajników - do tego powikłania dochodzi tylko wtedy, kiedy zabieg się udał i pacjentka jest w ciąży. No i właśnie, serduszko malca już bije, a jajniki mamy powiększają się, powstają torbiele, pojawia się płyn w jamie brzusznej, jamie opłucnej, jamie osierdziowej, dochodzi do zaburzeń wieloelektrolitowych, niedobiałczenia organizmu matki, zaburzeń układu krzepnięcia i w konsekwencji do zagrożenia zdrowia i życia kobiety. Dlaczego do tego dochodzi? Patrz punkt 2 etap farmakologiczny. Aby zapobiec temu powikłaniu, należałoby wykonać procedurę in vitro na naturalnie powstałym pojedynczym pęcherzyku Graafa. Wtedy jednak skuteczność tej metody spadłaby poniżej 5%... 11. Ciąże mnogie - jeżeli pacjentka od dłuższego czasu nie może zajść w ciążę i procedura in vitro jest wykonywana po raz kolejny, wszczepia się już nie 2, ale 3,4 a nawet 5 zarodków, aby zwiększyć szansę powodzenia zabiegu. Wiadomo, że ciąża mnoga jest szczególnie traktowana, nawet gdy powstaje w warunkach naturalnych. Jest zagrożona przedwczesnym porodem. Często zdarza się tak, że podczas wcześniej przeprowadzanych procedur in vitro, zabieg nie przyniósł oczekiwanego skutku, a przy wszczepieniu wielu zarodków implantują się wszystkie. Jednak małe jest prawdopodobieństwo do donoszenia takiej ciąży, więc radość matki jest za zwyczaj krótka...Czasem jednak się udaje, ale aby zwiększyć prawdopodobieństwo powodzenia zabiegu dokonuje się bestialskich czynów - patrz punkt 12 embrioredukcja... 12. Embrioredukcja - w momencie, gdy zaimplantują się (załóżmy) 4 zarodki podczas kolejnej procedury in vitro i rozwijają się w organizmie mamy, lekarz stwierdza duże zagrożenie utraty ciąży. Co się wtedy robi? Uśmierca się 2 dzieci, aby ciąża stała się bliźniacza i miała większe szanse na szczęśliwe rozwiązanie. Tylko pytanie, kto dał prawo do zabijania dzieci nienarodzonych... 13. Wady genetyczne - u dzieci poczętych metodą in vitro obserwuje się znacznie więcej (o 30 - 40%) nieprawidłowości genetycznych niż u dzieci poczętych naturalnie. Do 2-ego - 5-ego roku życia występuje u tych dzieci spowolniony rozwój psychomotoryczny. Z czasem jednak sytuacja ta się wyrównuje, ale nieprawidłowości genetyczne pozostają... Często wydaje się, że człowiek rozwija się prawidłowo i jest całkowicie zdrowy, ale te ukryte nieprawidłowości genetyczne mogą "odezwać się" w następnych pokoleniach... 14. Nie leczy niepłodności - in vitro nie jest metodą leczącą niepłodność, a wręcz tę niepłodność może wywołać. Patrz punkt 2 - etap farmakologiczny. Nawet w przypadku, gdy uda nam się i urodzi się wyczekane dzieciątko, to problem niepłodności wciąż pozostaje. Nie zostaliśmy cudownie uzdrowieni przez to, że ktoś wszczepił sztucznie wyhodowany w laboratorium zarodek ludzki... 15. Błędy ludzkie - nie jesteśmy nieomylni. Błędy się zdarzają, np. można kobiecie wszczepić zarodek pochodzący od innej pary, albo do zapłodnienia można użyć nasienia partnera, ale komórki jajowej innej kobiety itd. itp. W konsekwencji kobieta rodzi nie swoje dziecko, co zwiększa prawdopodobieństwo wad genetycznych... Takie wypadki niestety się zdarzają... 16. Zachowania nieodpowiedzialne - no cóż, in vitro może sobie zrobić każdy jeśli tylko zapłaci odpowiednią kwotę. Nie ważne czy to para małżeńska w sile wieku, która od lat walczy z niepłodnością, czy np. 65-letnia kobieta, która urodziła już kilkoro dzieci, a najmłodsza z córek chciała mieć młodsze rodzeństwo i mamusia grzecznie spełniła jej prośbę poddając się procedurze in vitro i rodząc przedwcześnie czworaczki... 17. Argumenty etyczne,światopoglądowe: Życie za życie - aby metodą in vitro mogło urodzić się 1 dziecko ginie kilkoro innych dzieci podczas tylko 1 procedury. Często procedurę in vitro trzeba wielokrotnie powtarzać, aby w ogóle doszło do powstania ciąży... Diagnostyka przedimplantacyjna - zanim wszczepi się kobiecie zarodki, najpierw wybiera się te najlepsze. Te, u których zaobserwowano jakieś nieprawidłowości zostają uśmiercone, nawet się ich nie zamraża. I znowu zwolennicy in vitro powiedzą, że przecież w naturze też dochodzi do samoistnego poronienia. Tak, ale my się do tego nie przyczyniamy tak, jak w przypadku in vitro... Diagnostyka przedimplantacyjna daje możliwość wyboru cech naszego przyszłego potomka. Zdarza się, że padają konkretne zamówienia. Zamawia się dziecko o określonej płci, o wybranym kolorze oczu, włosów itd... Zabawa w Boga - w procedurze in vitro to człowiek, a nie Bóg decyduje o zapłodnieniu. To człowiek łapie plemnik i łączy go z komórką jajową. To człowiek decyduje, który z zarodków ma prawo żyć, a resztę uśmierca lub zamraża... Aborcja - embrioredukcja to nic innego jak aborcja, czyli zabijanie dzieci nienarodzonych... Przedmiotowe traktowanie - przedmiotowo traktowany jest już na samym wstępie mężczyzna, ale załóżmy, że on się na to godzi. Przede wszystkim przedmiotowo potraktowani są maleńcy ludzie, którzy zostali sztucznie wyprodukowani w laboratorium, potem wybrany został zwycięzca, a reszta do zamrażarki lub do unicestwienia... Proszę mi nie tłumaczyć, że in vitro dokonuje się z miłości. In vitro dokonuje się raczej z egoizmu. Chęci osiągnięcia celu, jakim jest posiadanie dziecka. Ja wiem, że nigdy się na to nie zdecyduję. Nie chcę mieć niewinnych istnień ludzkich na sumieniu. Nie mogłabym mojemu dziecku poczętemu metodą in vitro spojrzeć w oczy... Polecam zapoznać się z wykładami dra Wasilewskiego. Prekursora in vitro w Polsce. Człowieka, który przez 14 lat zajmował się tą metodą. A chociażby ten: KLIK
| Utworzono: 2016-10-23 12:12 | Zmodyfikowano: 2016-10-23 16:16 A|A|A Jak dowiedziało się Radio Wrocław magistrat wysłał do Warszawy ponowny wniosek o opinię na temat uchwały dotyczącej leczenia niepłodnością tą metodą z gminnej kasy. Pierwszy wniosek do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji wysłał kilka tygodni temu przewodniczący rady miasta Jacek Ossowski. Agencja uznała jednak, że wniosek ma błędy formalne, bo nie jest podpisany przez prezydenta miasta. Ossowski nazwał taką decyzję polityczną i po konsultacjach z Dutkiewiczem dokument - już z podpisem prezydenta - został ponownie wysłany. Projekt uchwały klubu .Nowoczesnej zakłada dofinansowanie w wysokości 5 tysięcy złotych dla każdej z par, która chce się starać o dziecko. Rocznie program miałby kosztować nieco ponad 2 mln złotych.
Jeszcze kilka lat temu, gdybyście zapytali mnie, czy poddam się procedurze in vitro – wyśmiałabym Was. Wobec tej metody byłam nastawiona całkowicie na NIE. Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i w niedługim czasie zmieniłam swoje podejście do tej metody In vitro – moja dawna opinia Metoda in vitro, czyli metoda pozaustrojowego zapłodnienia, zawsze budziła we mnie wiele kontrowersji. Wydawało mi się, że to zabawa w Pana Boga. Chcemy ominąć to, co jest bardzo naturalne dla człowieka i bawić się w stwórcę, dawcę życia i śmierci. Uważałam, że to niesprawiedliwe, że jednym zapłodnionym komórkom daje się życie, umieszczając w ciele matki, a inne skazuje się na śmierć w probówce. Byłam zdania, że skoro same kliniki nie dają 100% pewności, że in vitro jest skuteczną metodą na zajście w ciążę, to jest to wyrzucenie pieniędzy w błoto. Badania, leki, stymulacje, a w końcu i sam zabieg sporo kosztuje. A w przypadku niepowodzenia te pieniądze przepadają bezpowrotnie, powodując ból psychiczny, etyczny, moralny. Wydawało mi się, że decyzja o pozaustrojowym zapłodnieniu była szczytem egoizmu i dążenia do posiadania dziecka za wszelką cenę. Uważałam też, że jest to metoda pójścia na łatwiznę. Tak, dziś biję się za takie myślenie w pierś. Oczywiście to wszystko były moje poglądy, odnosiłam je tylko i wyłącznie do mojej osoby. Nie narzucałam swojego zdania innym, nie szydziłam z osób, które w ten sposób zaszły w ciążę i miały upragnione dziecko. Nie mówiłam o tym, że dzieci urodzone z in vitro mają bruzdę na czole, czy coś w tym stylu. Nie, nigdy nikogo nie piętnowałam za to, jaką decyzję podjął. Ale kilka lat temu miał mocno sprecyzowany pogląd na nie, jeśli chodzi o tą metodę. Każdy ma prawo decydować o sobie i mnie nic do tego, nawet jeśli z tym się nie zgadzam. Jednak życie pokazało, że czasem perspektywa postrzegania świata zmienia się pod wpływem własnych doświadczeń. In vitro moja obecna opinia Jak głosi znane powiedzenie – punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. W moim przypadku to powiedzenie się sprawdziło. Przedłużające się starania o dziecko, coraz to nowe badania, które musiałam robić, leki, które brałam i niepowodzenia powodowały frustrację. Pisałam Wam o tym, jak znalazłam się na krawędzi szaleństwa, kiedy z każdym kolejnym miesiące test uparcie pokazywał jedną kreskę i przychodziła miesiączka. Mój instynkt macierzyński był tak silny, że nie mogłam poradzić sobie z faktem, że nie mogę normalnie, naturalnie zajść w ciążę. W końcu po półtora roku udało mi się zajść w upragnioną ciążę, ale po trzech miesiącach zakończyła się poronieniem. Po kolejnych trzech miesiącach wydarzył się cud – udało mi zajść w kolejną ciążę i donosić ją szczęśliwie. Niestety, kiedy Janek miał rok, rozpoczęliśmy starania o kolejne dziecko, ale te starania do dnia dzisiejszego (prawie 4 lata starań) są bezowocne. Za mną dwa kolejne poronienia, dwie próby inseminacji, wiele badań, przyjętych hormonów i długiego leczenia, które nie przynosi skutków. Kiedy wpadam w rozpacz i nostalgię, kiedy idę do lekarza, żeby usłyszeć, że pęcherzyk znowu nie urósł lub znowu nie pękł, mam ochotę coś rozwalić lub zakopać się pod kocem i nie wychodzić spod niego. Mam ochotę wyć do księżyca. Wiele osób mówi, wyluzuj masz już dziecko, spinanie się źle wpływa starania. A te słowa jeszcze bardziej denerwują i wpędzają w jeszcze większe poczucie bezsensu i pustki. W takich chwilach jak ta, doskonale rozumiem pary, które starają się o dziecko i nie mogą go mieć. Rozumiem co to znaczy poczucie beznadziei, co to znaczą kolejne badania, niezadowalające wyniki, kolejne tabletki, które należy przyjmować. Rozumie jak w pewnym momencie uciążliwe stają się wizyty u kolejnych lekarzy, jaka towarzyszy temu niepewność. Wiem, jak to jest zyskiwać nadzieję i za chwilę tracić ją z łoskotem. Wiem, co to znaczy znaleźć się na granicy szaleństwa. Wiem czym jest depresja staraczki, wiem jak trudno z nią walczyć. Wiem też, jak z każdym dniem coraz trudniej jest przywdziewać maskę uśmiechu, beztroski, kiedy w środku wszystko płacze i cierpi. Wiem, jak trudno jest odpowiadać na pytania o dziecko, jak trudno znosić widok kobiet w ciąży i kolejnych informacji o ciąży czy narodzinach w Twoim otoczeniu. Dlatego zmieniłam swoje podejście do in vitro. Poczytałam, rozmawiałam z lekarzem i teraz wiem, że dla wielu par to ostateczność, to jedyna nadzieja na zajście w ciążę. Nie jest to szczyt egoizmu, to zaspokojenie naturalnej potrzeby powiększenia rodziny. To próba, po którą sięga się w ostateczności. Nie jest wcale tak, że po dwóch nieudanych miesiącach starań, lekarz kieruje Cię na in vitro. Nie, najpierw musisz przejść szereg badań, wyeliminować te choroby, które można wyeliminować lekami. To cała procedura. Owszem metoda może skończyć się niepowodzeniem. Ale wiesz, że próbowałaś się leczyć. Wiesz, że zrobiłaś wszystko, co było możliwe, aby zajść w ciążę i urodzić dziecko. Koszty leczenia niepłodności są naprawdę duże, obciążają nie tylko portfel pary, ale również ich psychikę. Niejednokrotnie pary nie wytrzymują tego napięcia, związanego ze staraniami i kolejnymi niepowodzeniami i się rozstają. Gdybym dziś stała przed wyborem dalszego leczenia, wybrałabym metodę in vitro. Choć na chwilę obecną, jako para posiadająca dziecko poczęte naturalnie nie łapiemy się na żadne dofinansowania tej metody. A obecna sytuacja finansowa nie pozwala nam na zgromadzenie sumy potrzebnej na prywatne poddanie się metodzie in vitro. Dopóki nie znalazłam się w sytuacji wielomiesięcznych starań o zajście w ciążę, nie poznałam osób, które starają się dwa, trzy lata, a także takich, które poddały się metodzie in vitro. Po wielu rozmowach, doszłam do wniosku, że tylko osoba, która tak naprawdę doświadczyła bezowocnych starań, jest w stanie zrozumieć drugą osobę i jest w stanie zrozumieć tych, którzy decydują się na in vitro. Dziś jestem zwolenniczką tej metody, zwłaszcza, że znam kilka par, którym ta metoda pomogła i mają dziś zdrowe, uśmiechnięte dzieci, a z ich domu zniknęła pustka. Nie można czegoś negować, jeśli do końca nie zna się motywacji działań drugiej osoby. Każdy ma prawo do szczęścia, a to jaką drogą to osiągnie, to nie nasza sprawa. Ważne, aby po drodze nie krzywdził innych. Podobało się? Podziel się
Zwolennikom finansowania zabiegów in vitro z miejskiej kasy udało się zebrać 4 tysiące podpisów pod wnioskiem obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej w tej sprawie. Teraz projekt uchwały wraz z podpisami trafi pod obrady Rady Miasta Krakowa. Ta in vitro zajmowała się już na początku roku. Wtedy pomysł „In vitro dla Krakowian” powstał właśnie po tym, gdy Rada Miasta nie przyjęła uchwały kierunkowej autorstwa radnej Nowoczesnej Małgorzaty Jantos. Była to uchwała do prezydenta miasta, który miał za zadanie przygotować szczegóły programu, harmonogram i zasady finansowania procedury in vitro dla mieszkańców Krakowa. Dopiero po tym program mógłby być przyjęty. Ale tak się nie do gry weszli mieszkańcy, którzy w kwietniu zaczęli zbierać podpisy pod obywatelską inicjatywą uchwałodawczą w sprawie finansowanie zabiegów in vitro dla mieszkańców z budżetu miasta. Do teraz udało się uzbierać ponad 4 tys. mówi „Gazecie Wyborczej” koordynatorka projektu Nina Gabryś, tyle podpisów wystarczy, żeby radni zajęli się nim na którejś z kolejnych sesji. Trwa weryfikacja podpisów, bo ważne są tylko te złożone przez mieszkańców Krakowa. Dlatego podpisy są zbierane nadal. Zbieranie podpisów wsparły Nowoczesna, Sprawa Kobiet, Inicjatywa Polska oraz Sojusz Lewicy Demokratycznej. Po tym jak rząd PiS zlikwidował finansowanie zabiegów in vitro, zdecydowało się na to część samorządów, Częstochowa i Łódź. Ponieważ zabiegi pozaustrojowego zapłodnienia są drogie (od 6 do 15 tys. zł), o ich finansowanie w Krakowie apelowała wspomniana radna Jantos. Uchwała ze stycznia jednak nie przeszła, bo zabrakło 3 głosów. WIDEO: Mówimy po krakosku - odcinek 5. „Borówka czy jagoda?”Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze MiastoFollow
Aktor Jerzy Zelnik stwierdził w TVN 24, że dzieci poczęte metodą in vitro „rodzą się chore i połamane”. Jaka jest natura prokreacji i status zarodków? Czy przysługują im takie prawa, jak ludziom? To oś sporów o in vitro. Od narodzin Louise Joy Brown – pierwszego „dziecka z próbówki” – minęło już ponad 36 lat. Zapłodnienie pozaustrojowe (zapłodnienie w szkle – in vitro) jest dziś uznaną metodą leczenia niepłodności – choroby, która dotyka jednej szóstej par na świecie i ok. 20 proc. Polaków w wieku rozrodczym. Szacuje się, że od 1978 r. dzięki metodom wspomaganej prokreacji, w szczególności in vitro, na całym świecie urodziło się już ponad 5 mln osób. W Polsce tylko w ramach rządowego programu leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego, uruchomionego 1 lipca 2013 r., dzięki in vitro przyszło na świat już 677 dzieci. Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego jest zalegalizowane niemal we wszystkich krajach rozwiniętych. Regulacje różnią się jednak co do warunków dostępności i zasad finansowania in vitro oraz możliwości wykorzystywania w tej procedurze gamet i zarodków osób trzecich. Rosnąca społeczna i prawna akceptacja dla in vitro nie oznacza jednak, że ustały już wszystkie dyskusje na temat etycznej dopuszczalności stosowania tej metody. Są one szczególnie gorące w społeczeństwach, w których dominuje przywiązanie do wartości religijnych i tradycyjnych wzorów życia rodzinnego. Ich oś wyznaczają dwa spory: o naturę ludzkiej prokreacji oraz o status ludzkich zarodków. Spór o naturę ludzkiej prokreacji W dyskusjach dotyczących etycznej oceny in vitro ścierają się dwa, zasadniczo odmienne, poglądy na naturę ludzkiej prokreacji: konserwatywny, zwany też tradycjonalistycznym, który sprzeciwia się ingerowaniu przez człowieka w proces przekazywania życia, oraz liberalny, uznający prokreację za domenę ludzkiej wolności. Przedstawicieli stanowiska konserwatywnego łączy przekonanie, że istnieje określony porządek przekazywania życia, który jest właściwy w sensie moralnym. Wszelkie działania naruszające lub w sposób istotny modyfikujące ten porządek – takie jak zapłodnienie pozaustrojowe czy klonowanie reprodukcyjne – są moralnie złe, i jako takie nie powinny być podejmowane. Zwolennicy myślenia tradycjonalistycznego różnią się jednak w kwestii tego, co stanowi miarę tego porządku. Zazwyczaj wskazują na naturę. To pojęcie jest jednak szalenie wieloznaczne i trudno według niego wyznaczyć sensowną i powszechnie akceptowalną granicę między tym, co naturalne a nienaturalne, dobre a złe. Jeśli przez naturę rozumieć ogół zjawisk zachodzących w świecie bez ingerencji człowieka, to za naturalne – ergo dobre – uznać należałoby także kataklizmy i klęski żywiołowe oraz niemal wszystkie choroby. A przecież od tysiącleci człowiek walczy z nimi i stara się im przeciwdziałać. Konsekwentne twierdzenie, że wszelkie ingerencje człowieka w przyrodę są moralnie naganne, oznaczałoby zatem potępienie dla zdecydowanej większości instytucji i praktyk składających się na ludzką kulturę i cywilizację. Nikt rozsądny nie neguje jednak wartości nauki i techniki, w szczególności nikt nie uznaje praktyki lekarskiej, dzięki której ludzie żyją zdrowiej i dłużej, za działalność moralnie naganną, bo naruszającą naturalny bieg rzeczy. Przeciwnicy in vitro (oraz innych form ingerencji w ludzką rozrodczość) mogą twierdzić, że miarę tego, co moralnie dopuszczalne w dziedzinie prokreacji, wyznaczają nie tyle prawa przyrody, co prawo naturalne, czyli system uniwersalnych i niezmiennych norm moralnych, których źródłem, w zależności od przyjętej teorii, są: Natura, Rozum, Logos lub Bóg. Ten sposób argumentowania przeciwko metodzie zapłodnienia pozaustrojowego właściwy jest na przykład przedstawicielom Kościoła katolickiego. Uznają oni prawo naturalne za rozumowe odzwierciedlenie boskiego prawa wiecznego, które określa porządek i naturę poszczególnych rzeczy zgodnie z wolą Najwyższego. Na gruncie doktryny katolickiej małżeństwo i miłość małżeńska są z natury swojej skierowane ku dobru małżonków oraz ku poczęciu, zrodzeniu i wychowaniu potomstwa. Dzieci są najcenniejszych darem, jaki małżonkowie mogą otrzymać od Boga. Przekazanie życia osobie ludzkiej winno być owocem aktu małżeńskiego, w którym małżonkowie jednoczą się duchowo-cieleśnie i poprzez który współpracują z dziełem miłości Stwórcy jako słudzy, a nie władcy. Człowiekowi nie wolno rozrywać ustanowionego przez Boga związku między jednoczącym i prokreacyjnym aspektem stosunku małżeńskiego. Dlatego Kościół uznaje wszelkie metody wspomaganej prokreacji, które oddzielają akt małżeński od aktu przekazywania życia, za moralnie niedopuszczalne, a te, które angażują osoby spoza węzła małżeńskiego (dawców gamet, matki zastępcze) – za głęboko niegodziwe. Kościół negatywnie ocenia także masturbację, która jest standardową metodą pozyskiwania nasienia męskiego w procedurze in vitro. Nauczanie Kościoła katolickiego w kwestii ludzkiej płodności, w tym dopuszczalności stosowania zapłodnienia pozaustrojowego, stanowi moralny drogowskaz dla wielu ludzi. Warto jednak pamiętać, że jest ono wiążące wyłącznie dla tych, którzy uznają autorytet moralny Kościoła. Nie można zatem podług niego wyznaczyć powszechnie obowiązującej i akceptowalnej granicy między tym, co dobre i złe w dziedzinie ludzkiego rozrodu. W szczególności nie można opierać na nim regulacji prawnych, które mają wiązać wszystkich członków pluralistycznego społeczeństwa. Zwolennicy stanowiska liberalnego uważają, że ludzie mają prawo podejmować istotne decyzje dotyczące ich życia w sposób wolny od przymusu i dyskryminacji, zgodnie z wyznawanymi przez siebie wartościami i własną koncepcją szczęścia. Możliwość swobodnego decydowania o tym, czy, kiedy i ile będzie się miało dzieci, ma fundamentalne znaczenie dla pomyślności jednostek, i jako taka powinna być – co do zasady – pozostawiona w gestii samych zainteresowanych. Choć w wielu regionach świata polityka populacyjna nadal realizowana jest przy użyciu środków przymusu, praktyki te spotykają się współcześnie z jednoznacznym potępieniem. Rozwój instrumentów ochrony praw człowieka po drugiej wojnie światowej doprowadził bowiem do uznania prawa do ochrony przed arbitralną ingerencją w życie prywatne, rodzinne i domowe oraz prawa do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny za jedne z podstawowych praw człowieka. Uznano także, że każdy ma prawo do zdrowia, w tym zdrowia reprodukcyjnego. Zdrowie reprodukcyjne oznacza, że ludzie są w stanie prowadzić satysfakcjonujące i bezpieczne życie seksualne oraz że mają zdolność do reprodukcji i wolność decydowania o tym, czy, kiedy i jak często z niej korzystać. Ten ostatni warunek zakłada, że mężczyźni i kobiety mają prawo do informacji oraz do dostępu do bezpiecznych, skutecznych, przystępnych i uznanych metod planowania rodziny, które chcą stosować, a także do innych wybranych przez siebie metod regulacji płodności, które nie są sprzeczne z prawem, a ponadto, że mają prawo dostępu do właściwych świadczeń zdrowotnych, które zapewniają kobietom bezpieczeństwo w trakcie ciąży i porodu, a parom dają największą szansę na posiadanie zdrowego potomka (Kairski Program Działania opracowany przez Międzynarodową Konferencję na temat Populacji i Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych w 1994 r.). Tak zdefiniowane prawa człowieka dostarczają normatywnego uzasadnienia dla postulatów tych, którzy domagają się dostępu do technik medycznie wspomaganej prokreacji. Osoby cierpiące z powodu niepłodności mają prawo korzystać z wszelkich uznanych metod leczniczych, które zwiększą ich szansę na poczęcie i urodzenie upragnionego dziecka – od leczenia farmakologicznego, poprzez zabiegi chirurgiczne, do nowoczesnych procedur in vitro. Niepłodność jest bowiem chorobą wpisaną przez Światową Organizację Zdrowia do Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (International Classification of Diseases, ICD). Definiuje się ją jako „niemożność zajścia w ciążę przez okres co najmniej 12 miesięcy regularnego współżycia seksualnego bez stosowania jakichkolwiek zabezpieczeń”. Procedura in vitro jest zaś metodą leczenia niepłodności o najwyższej udowodnionej skuteczności. Podnoszone zarzuty, że nie jest to metoda lecznicza, bo nie eliminuje przyczyny niezdolności do poczęcia dziecka w sposób naturalny, ale jedynie umożliwia jej ominięcie, trudno uznać za zasadne. Prawdą jest, że celem in vitro nie jest usunięcie choroby lub wady, która stanowi przyczynę niepłodności. Wiele uznanych form terapii działa jednak właśnie w ten sposób, tzn. nie likwidują one źródeł choroby, ale jedynie jej negatywne konsekwencje (np. aparaty słuchowe, okulary, protezy, terapia insulinowa, terapia hormonem wzrostu). Warto jednak odnotować fakt, że ponad 20 proc. kobiet, które z sukcesem zakończyły leczenie metodą in vitro, zachodzi następnie spontanicznie w ciążę. Należy także pamiętać, że niepłodność jako choroba nie ma wyłącznie charakteru fizjologicznego, ale także wymiar emocjonalny i psychiczny. Narodziny upragnionego dziecka niewątpliwie niwelują stresy i cierpienia, jakich doświadczają niepłodne pary i jednostki. Warto też zaważyć, że skoro prawo do zdrowia reprodukcyjnego jest elementem szerszego prawa do zdrowia, to władza publiczna jest zobowiązana nie tylko nie pozbawiać obywateli dostępu do najnowszych osiągnięć medycyny reprodukcyjnej, ale także – w granicach swoich możliwości organizacyjno-finansowych – powinna stwarzać im warunki gwarantujące dostęp do przystępnych, bezpiecznych i skutecznych metod walki z niechcianą niepłodnością. Spór o status ludzkiego zarodka Kolejną płaszczyznę sporu o etyczną dopuszczalność in vitro wyznacza kwestia statusu ludzkiego zarodka. Dyskusje na ten temat toczą się nieprzerwanie od lat, a u ich podłoża leży spór o to, czy zarodek jest już człowiekiem w sensie biologicznym, tzn. czy jest jednostkowym organizmem należącym do gatunku homo sapiens, oraz o to, czy zarodek jest osobą w sensie moralnym, a więc czy jest członkiem wspólnoty moralnej, którego interesy i prawa należy szanować. W kwestii biologicznego statusu ludzkiego zarodka możliwe są – co do zasady – dwa odmienne stanowiska. Pierwsze zakłada, że zarodek od momentu zapłodnienia jest nowym organizmem ludzkim, który z czasem, jeśli nic złego się mu nie przydarzy, rozwinie się w dojrzałego osobnika gatunku homo sapiens. Zwolennicy drugiego poglądu uważają natomiast, że ludzki organizm powstaje dopiero jakiś czas po zapłodnieniu (np. między 14 a 16 dniem od zapłodnienia). W pierwszych dniach rozwoju embrion nie jest jeszcze bowiem wystarczająco morfologicznie i fizjologicznie zintegrowanym systemem sprawczym, względnie odizolowanym od swojego otoczenia, ale aglomeratem niezróżnicowanych i wzajemnie niezależnych komórek. Tylko niektóre z nich przekształcą się w embrion właściwy, a następnie w płód i dziecko. Inne dadzą natomiast początek strukturom pomocniczym (łożysku, błonom płodowym itd.), niezbędnym do potrzymania jego dalszego rozwoju prenatalnego. Zarodek jest szczególną formą ludzkiego życia, ale nie jest indywiduum organicznym. Spór o status moralny ludzkich zarodków jest logicznie niezależny od sporu o ich status ontyczny, czyli związany z ich biologiczną naturą i tożsamością. To, czym jest ludzki zarodek, samo przez się nie przesądza bowiem jednoznacznie o tym, jak należy go traktować. W tej ostatniej kwestii możliwe są różne stanowiska. Niektórzy uważają, że embrion od poczęcia jest osobą moralną i posiada taki sam status moralny jak każda narodzona istota ludzka, w szczególności ma mocne prawo do życia. Inni twierdzą natomiast, że warunkiem bycia osobą moralną, a co za tym idzie – podmiotem praw moralnych, jest zdolność do posiadania interesów lub pragnień. Prawo do życia przysługuje wyłącznie takim istotom, które mają interes w kontynuowaniu swojej egzystencji; które żywią pragnienie dalszego istnienia. Zarodek nie ma świadomości, nie jest więc zdolny do formułowania żadnych pragnień, w tym pragnienia, aby istnieć dalej. Nie ma zatem prawa do życia. Unicestwiając zarodek, nie wyrządza mu się żadnej krzywdy. Jeszcze inni przyznają, że zarodek nie jest jeszcze osobą moralną, ale uważają, iż jego życie zasługuje na ochronę, ponieważ ma on naturalny potencjał, aby się w nią rozwinąć. Niektórzy filozofowie uważają natomiast, że życie zarodka ma wartość symboliczną i choć nie jest on ani aktualną, ani potencjalną osobą, należy go chronić. Są w końcu i tacy, którzy twierdzą, iż zarodek należy traktować tak samo jak każdy materiał biologiczny pochodzenia ludzkiego. O wartości życia embrionu i zakresie należnej mu ochrony decyduje bowiem wartość celów reprodukcyjnych, klinicznych bądź badawczych, do jakich osiągnięcia może być on użyty. To, jakie ktoś zajmie stanowisko w sporze o moralny status ludzkiego zarodka, przekłada się na jego postawę wobec technik zapłodnienia pozaustrojowego. Przeciwny in vitro Kościół katolicki uważa, że w procesie zapłodnienia dochodzi do powstania nowego organizmu ludzkiego, który ma status osobowy. Kilkukomórkowy zarodek jest osobą moralną, a zatem przysługuje mu przyrodzona i niezbywalna godność oraz wszelkie prawa moralne, w tym prawo do integralności cielesnej i prawo do życia. Metody zapłodnienia pozaustrojowego są – zdaniem Kościoła – moralnie niedopuszczalne, ponieważ niosą ze sobą bardzo poważne zagrożenie dla życia i zdrowia embrionów. Ryzyko związane jest już z samym manipulowaniem zarodkami w warunkach laboratoryjnych, ale przede wszystkim z praktyką tworzenia zarodków „nadliczbowych”, procedurą ich kriokonserwacji oraz późniejszego rozmrażania. Zagrożeniem dla życia embrionów jest także praktyka ich selekcjonowania. Zdarza się, że zarodki dotknięte jakąś ułomnością genetyczną albo rozwojową są pozbawiane szansy na dalszy rozwój, niszczone albo przekazywane do badań naukowych. To zaś – zdaniem zwolenników poglądu o osobowym statusie zarodka – jest zwykłym morderstwem i skrajnym przykładem instrumentalnego traktowania niewinnego, bezbronnego człowieka. Przejawem instrumentalizacji zarodków jest także – w opinii Kościoła – praktyka transferowania do macicy większej ich liczby niż to konieczne do urodzenia dziecka. Dodatkowe zarodki używane są jako środek do uzyskania pożądanego celu – pojedynczej, zdrowej ciąży. Ich obumarcie albo późniejsze celowe uśmiercenie uznawane jest za koszt konieczny do osiągnięcia tego celu. Zwolennicy dopuszczalności stosowania metod zapłodnienia pozaustrojowego zazwyczaj nie podzielają przekonania o osobowym statusie zarodków. A nawet jeśli uważają, że życie embrionów ludzkich ma szczególną wartość i zasługuje na ochronę, to ochrona ta nie może być silniejsza od prawa niepłodnych osób do założenia rodziny i korzystania z nowoczesnych metod leczenia. Niektórzy, ważąc prawa zarodków i przyszłych rodziców, uznają dopuszczalność stosowania in vitro, ale sprzeciwiają się tworzeniu w ramach tej procedury zarodków „nadliczbowych” i ich zamrażania. Spór o zdrowie przyszłych dzieci W dyskusjach dotyczących etycznej dopuszczalności stosowania metody in vitro podnoszona jest obawa, że procedura ta może mieć negatywne konsekwencje dla zdrowia poczętych dzięki niej dzieci. Przeciwnicy twierdzą, że dzieci z in vitro są bardziej narażone na wystąpienie wad genetycznych i rozwojowych niż dzieci z ciąż naturalnych. Jest to ważna obiekcja. Nawet liberałowie uznają bowiem, że wolność jednostek – w tym przypadku potencjalnych rodziców – nie jest absolutna. Jej granice wyznacza przede wszystkim zasada niekrzywdzenia innych ludzi, także tych, którzy dopiero zaistnieją. Badania zdrowia dzieci urodzonych w efekcie zastosowania metody in vitro na pierwszy rzut oka wydają się potwierdzać powyższe obawy. Z badań, przeprowadzonych na reprezentatywnej grupie ponad 308 tys. noworodków urodzonych z ciąż spontanicznych oraz 6163 urodzonych dzięki leczeniu metodą in vitro, opublikowanych w 2012 r. przez Daviesa i współpracowników w prestiżowym czasopiśmie „New England Journal of Medicine”, wynika, że in vitro faktycznie zwiększa częstość występowania wad wrodzonych (8,3 vs 5,8 proc.). Szczegółowa analiza uzyskanych wyników doprowadziła jednak badaczy do wniosku, że wpływ na zwiększoną częstość występowania wad wrodzonych u potomstwa z in vitro mają raczej czynniki warunkujące niepłodność rodziców (w tym wiek matek i współistniejące choroby) niż sama użyta technologia. Jest to zgodne z obserwacjami wskazującymi na zwiększony odsetek wad wrodzonych u dzieci urodzonych z ciąż spontanicznych, ale uzyskanych po długotrwałym oczekiwaniu na ciążę. Skoro zaś współczesne społeczeństwa nie ograniczają prawa do prokreacji osobom w późniejszym wieku reprodukcyjnym lub będącym nosicielami genetycznie uwarunkowanych chorób – a czynniki te niewątpliwie zwiększają prawdopodobieństwo urodzenia chorego dziecka – nie powinny także ograniczać tego prawa osobom niepłodnym, powołując się na argument ryzyka dla zdrowia ich przyszłych dzieci. Rozwój nowoczesnych technik medycznie wspomaganej prokreacji przyniósł nowe możliwości walki z niechcianą niepłodnością, ale także nowe niespotykane wcześniej wyzwania o charakterze moralnym i prawnym. Wszystkie rozwinięte społeczeństwa muszą stawić im czoła. To zaś wymaga, po pierwsze, otwartości oraz umiejętności prowadzenia rzetelnej i życzliwej debaty publicznej. Po drugie – zrozumienia, że sporów o naturę ludzkiej prokreacji i o status moralny ludzkich zarodków nie da się rozstrzygnąć raz na zawsze. Dotyczą one bowiem wartości, a nie faktów. Po trzecie – zrozumienia, że prawo w społeczeństwach liberalno-demokratycznych nie może być tubą jednej opcji światopoglądowej czy religijnej. Powinno służyć wszystkim członkom wspólnoty politycznej. I chronić ich interesy i prawa – w szczególności prawo do samostanowienia i życia w zgodzie z własnymi przekonaniami – w granicach, w jakich da się to pogodzić z interesami i prawami innych. Rzetelna debata publiczna na temat etycznych i prawnych aspektów in vitro musi się więc opierać na szacunku dla pluralizmu wartości oraz szacunku dla adwersarzy. Miejmy nadzieję, że również w Polsce nauczymy się kiedyś taką debatę prowadzić. Powyższy artykuł stanowi skróconą i zmienioną wersję tekstu „Etyka i wspomagana prokreacja”, opublikowanego w książce „Bioetyka”, red. Joanna Różyńska i Weronika Chańska, Wyd. Wolters Kluwer, Warszawa 2013.
drugie podejście do in vitro