Andrzej Zaucha (ur. 12 stycznia 1949 w Krakowie, zm. 10 października 1991 tamże) – polski wokalista R&B i jazzowo-popowy, perkusista i altowy saksofonista, aktor teatralny , filmowy oraz artysta kabaretowy, z wykształcenia technik zecer. Był muzycznym samoukiem.
Amerykańska grupa rockowa ma przygrywać do tańca na weselu "Brangeliny" - RMF24.pl - Znowu aż huczy od nieoficjalnych informacji o przygotowaniach do ślubu najsławniejszej hollywoodzkiej
Przy obciążeniu zapalenia i uchyłkowości jelit radykalne napromienianie fotonowe zaplanowała i koordynowała dr hab. n. med. Renata Zaucha. Trafność diagnozy potwierdziło niepowikłane leczenie i spadek PSA całkowity do 0,004 ng/ml. W marcu 2022r. na skutek zaostrzenia POChP byłem hospitalizowany w Klinice Alergologii i Pneumonologii
Andrzej Zaucha (andj zauxa) (12 January 1949 10 October 1991) was a Polish rhythm blues and popjazz singer, occasionally also an actor. He was a selftaught musician who never took any professional vocal lessons. Zaucha was born and lived in Krakw. In his teens, he achieved nationwide succ
Rozwiązaniem tej krzyżówki jest 5 długie litery i zaczyna się od litery G. Poniżej znajdziesz poprawną odpowiedź na krzyżówkę angielska grupa folk rockowa, jeśli potrzebujesz dodatkowej pomocy w zakończeniu krzyżówki, kontynuuj nawigację i wypróbuj naszą funkcję wyszukiwania.
Polska grupa pop-rockowa; Polska grupa pop-rockowa ("zabiorę cię") valentino, polska grupa rockowa; Polska grupa jazz-rockowa nieżywych schabuff, polska grupa pop-rockowa; Czarno- , polska grupa swingowo-rockowa; Polska grupa rockowa - dawne framauro, Polska grupa rockowa dawne framauro, Polska grupa rockowa dawne framauro, Mały
eWBx7U. Koniec lat 70-tych – czas narastającego w kraju głębokiego kryzysu gospodarczego i my – spragnieni fani polskiej muzyki rockowej, którzy „łykaliśmy” wszystko co wychodziło wówczas z rodzimych tłoczni fonograficznych Pronitu, Tonpressu, Polskich Nagrań…. Nie przeszkadzało, że płyty trzeszczały, okładki nie posiadały grzbietów, a grafika (poza nielicznymi wyjątkami) była fatalna. Płyty można było kupić nie tylko w księgarniach i salonach EMPiK-u, ale także w innych dziwnych miejscach: na stacjach CPN, dworcach kolejowych, kasach biletowych PKS-u… Pamiętam, że singiel „Polowanie na leśniczego” wypatrzyłem w… kiosku Ruchu. Znajoma sprzedawczyni odkładała mi w nim najważniejszy (i zarazem najbrzydszy) w tym czasie miesięcznik muzyczny „Non Stop”. Nazwa grupy kompletnie nic mi nie mówiła, za to spodobał mi się tytuł, który skojarzył mi się – nie wiedzieć zresztą czemu – z… czeską piosenką Ivana Mladka i grupy Banjo Band „Jożin z bażin”! Okazało się, że przez przypadek nabyłem jeśli nie najlepszy, to na pewno jeden z najbardziej interesujących polskich singli wydanych w Polsce w 1979 roku! KWADRAT to jeden z tych zespołów, który wpisuje się w legendarny polski nurt Muzyki Młodej Generacji. Powstali w lutym 1977 roku podczas bluesowego boomu w samym centrum polskiego bluesa, na Śląsku, a dokładnie w Katowicach. Od początku zaliczany był do grona najciekawszych polskich zespołów grających jazz rocka. Przez grupę przewinęło się ponad dwudziestu znakomitych muzyków o rozmaitych gatunkowych fascynacjach z pogranicza jazzu, rocka i bluesa w tym Adam Otręba (Dżem), Michał Giercuszkiewicz (Dżem, Bezdomne Psy, Śląska Grupa Bluesowa), Józef Skrzek (Grupa Niemen, SBB), Irek Dudek, Andrzej Zaucha… Liderem formacji był Teodor Danysz, klawiszowiec i główny kompozytor, który zakładając zespół miał jego sprecyzowaną wizję: grać jazz rocka i bluesa rocka. Jego upodobania do karkołomnych „łamigłówek muzycznych” z wyrafinowanymi zmianami tempa i melodii robiły niesamowite wrażenie. Nie dziwi zatem, że z czasem muzyka zaczęła ewoluować w stronę rocka progresywnego. Grupa KWADRAT (foto 1978). Stoi Zb. Gocek (menadżer). Nad nim od lewej: A. Otręba(g), M. Giercuszkiewicz(dr), T. Danysz(kbd), J. Gazda(bg), R. Wegrzyn(g). Muzycy całymi dniami ćwiczyli w Klubie Studenckim „Kwadraty” mieszczącym się w Akademii Ekonomicznej w Katowicach, stąd nazwa zespołu. Ważną osobą w otoczeniu grupy był Zbyszek Gocek, pełniący funkcję Organizatora Występów Artystycznych (słowo „menadżer” to dopiero określenie z przyszłości), który z wielkim zaangażowaniem i godnym podziwu entuzjazmem zajmował się organizacją ich koncertów. A zadebiutowali w lipcu 1978 roku na Studenckich Warsztatach Muzycznych w Raciborzu, gdzie dostali wyróżnienie. Z miejsca zainteresował się nimi Śląski Jazz Club działający w Gliwicach oferując regularne występy i inwestując pierwsze pieniądze w folder reklamowy. Tekstem opatrzył go Marcin Jacobson, znany producent muzyczny i współtwórca ruchu Muzyki Młodej Generacji, a fotografiami Mirosław Rakowski. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zespół odbył liczne koncerty, wziął też udział w II Festiwalu Muzyki Młodej Generacji w Sopocie w 1979 roku, oraz w Międzynarodowych Konfrontacjach Muzycznych MMG „Pop Session' 79” w sopockiej Operze Leśnej. Do tego doszły sesje nagraniowe w Polskim Radio w Katowicach, zaś 12 kwietnia 1980 roku KWADRAT wziął udział w Jazz Rock Session III, występując w słynnym Studio 2 z gościnnym udziałem Józefa Skrzeka i skrzypka Wiesława Susfała… Do pełni szczęścia brakowało tylko dużej płyty. Jej namiastką był singiel zawierający dwa instrumentalne nagrania: „Polowanie na leśniczego”/”Quassimodo” wydany przez Tonpress. Singiel „Polowanie na leśniczego” (Tonpress 1979) Te dwa utwory to przykład kapitalnego melodyjnego jazz rocka z symfoniczno progresywnym rozmachem. Rasowe, wielowątkowe i technicznie perfekcyjne fussion w stylu późniejszego SBB. Tytułowy utwór mimo, że był kompozycją instrumentalną zdobył sporą popularność. Niestety jest to jedyne fonograficzne wydawnictwo jakie ukazało się „za życia” zespołu. Mała płytka, choć wyśmienita nie mogła ani zaspokoić ambicji muzyków, ani oczekiwań wielbicieli. Poza tym czasy były takie, że rockowa grupa bez wokalisty przestała mieć rację bytu. Teodor Danysz zaczął więc rozglądać się za frontmanem. Przez zespół przewinęli się Elżbieta Mielczarek, Ireneusz Dudek i Andrzej Zaucha. Współpraca z tym ostatnim wydawała się wielce obiecująca: wspólne wyjazdy, koncerty, sesja nagraniowa w listopadzie 1981 roku w rozgłośni Polskiego Radia w Katowicach… Wszystko to pozwalało z optymizmem patrzeć w przyszłość. Niestety, marzenia prysły jak bańka mydlana. Zburzył je stan wojenny wprowadzony kilka tygodni później. Życie kulturalne w kraju zamarło na kilka miesięcy, Zaucha na dobre przeniósł się do stolicy, a Danysz zaczął szukać nowego wokalisty… Ostatecznie został nim Wojciech Gorczyca, który co prawda miał mniejsze możliwości wokalne niż były członek Dżambli, ale lepiej wpisywał się w rockowo bluesową stylistykę grupy. Przez kilka lat swej działalności KWADRAT często odwiedzał studio nagraniowe katowickiego oddziału Polskiego Radia starając się na bieżąco rejestrować regularnie powstające nowe nagrania. Niestety zabrakło jednak tej wisienki na torcie, tego co dla kapeli rockowej najważniejsze – płyty długogrającej. Dopiero Metal Mind prawie ćwierć wieku po rozwiązaniu zespołu postanowił ocalić część z tych nagrań wydając je na płycie zatytułowanej tak jak najsłynniejsza ich kompozycja – „Polowanie na leśniczego”. Kwadrat „Polowanie na leśniczego” (1979-1982) Zebrano na niej osiemnaście utworów radiowych zarejestrowanych w ciągu siedmiu sesji pomiędzy październikiem 1979, a grudniem 1982 roku. Wszystkie z tego samego katowickiego studia radiowego. Album pokazuje przekrój tego, co działo się w polskiej muzyce tuż przed wielkim rockowym boomem lat osiemdziesiątych. Nie należy oceniać go jako spójne i skończone dzieło, bo takim nie jest. Pokazuje nam raczej drogę jaką zespół podążał przez te kilka lat, jak świetnie łączył jazz z rockiem progresywnym, symfonicznym, oraz bluesem z elementami hard rocka, a nawet ambitnego popu. W większości są to nagrania instrumentalne z pięknymi harmoniami zdominowanymi przez bogate i dynamiczne przejścia syntezatorów i gitary, z towarzyszeniem basu, perkusji i (okazjonalnie) skrzypiec i saksofonu. I nie przeszkadza mi, że nagrania nie zostały ułożone chronologicznie – całej płyty słucham z wielką przyjemnością! Trudno mi tu też wyróżnić jakikolwiek utwór – wszystkie one godne są uwagi. „Boy Friend” to przykład rocka progresywnego z inklinacjami w stronę fussion. Tu zwracam uwagę na świetne partie skrzypiec Wiesława Susfała… „Taxi to znakomity dialog klawiszy z gitarą choć sprawia wrażenie wariacji na temat „Polowania…”; „Bieg” ma liczne zmiany tempa i nastroju, a „Jump” ogniście rockową solówkę gitarową. „Adaś” mimo jazzrockowej stylistyki skręca w stronę szlachetnego popu. Dobry poziom trzyma „Dłuższy moment” z gościnnym udziałem Anthymosa Apostolisa na perkusji z nieistniejącego już wtedy SBB okraszony intrygującą partią solową klawiszy i gitary… Podczas listopadowej sesji w 1981 roku doszło do spotkania Danysza z Andrzejem Zauchą, który po sąsiedzku nagrywał z Extra Ball. Namówiony przez lidera KWADRATU piosenkarz zgodził się na współpracę, czego efektem były nie tylko wspólne koncerty, ale też i wspólne nagrania. Co prawda popowy „Obojętnie kim jesteś” niewiele ma wspólnego z KWADRATEM, ale już balladowe „Ktoś raz to szczęście da” przekonuje jak najbardziej – mocniejsze, niemal hardrockowe uderzenie podrasowane zostały melancholijną partią klawiszy. Z tego co wiem, tych nagrań było odrobinę więcej („Na progu zdarzeń”, „Spróbuj mnie dogonić”, oraz „Dawny świat marzeń”), lecz nie znalazły się na albumie. Co prawda „Na progu zdarzeń” jest tu obecne, tyle że w wersji instrumentalnej. Miejsce wokalu zajmuje saksofon Mariana Koziaka i harmonijka ustna Irka Dudka… Cztery kolejne utwory słyszymy w wykonaniu młodego Wojtka Gorczycy, wówczas studenta ekonomii w Katowicach. Są to rhythm and bluesowy, całkiem fajny „To co, że masz 16 lat” (tekstowo być może inspirowany piosenką Perfectu „Bla bla bla”), przebojowy „Każdy patrzy swego nieba”, blues rockowy „Nie wierz w bajki” oraz balladowy „Taki pusty świat„. Cóż, wstydu nie było, ale (szczerze?) brakuje mi tu tego artystycznego sznytu, które wyróżniało grupę KWADRAT jeszcze dwa lata wcześniej. Po zakończeniu działalności grupy Teodor Danysz, Ryszard Węgrzyn i Wojciech Gorczyca wycofali się z muzycznego biznesu. Adam Otręba oddał się całkowicie Dżemowi do którego zabrał Michała Giercuszkiewicza, a Jacek Gazda zasilił Easy Rider, grał także z Janem Skrzekiem w Bezdomnych Psach. KWADRAT zostawił po sobie jeden znakomity singiel, który swego czasu wypatrzyłem w małym kiosku „Ruchu” i wydany po latach zbiór radiowych nagrań. Dobre i to , choć chciałoby się więcej…
W tym roku mija trzydzieści lat od tragicznej śmierci artysty. Z tej okazji miasto Kraków organizuje plenerowy koncert „Bądź moim natchnieniem – A Tribute To Zaucha”. 29 sierpnia na placu Wielkiej Armii Napoleona utwory Andrzeja Zauchy zaśpiewają Grażyna Łobaszewska, Beata Rybotycka i Kuba - Jaka pogoda na drugą połowę wakacji? „Bądź moim natchnieniem”, „Byłaś serca biciem”, „C'est la vie” to jedne z najpopularniejszych piosenek Andrzeja Zauchy. Nieżyjący wokalista był jednym z najpopularniejszych polskich piosenkarzy przełomu lat 80. i 90. Był także aktorem i artystą kabaretowym, grał na perkusji i saksofonie. W swojej twórczości sięgał po różne rodzaje muzyki, między innymi rock, pop i jazz. Mimo braku kierunkowego wykształcenia, uważany był za świetnego, wszechstronnego muzyka i artystę. Związany był z Krakowem: tu się urodził i tworzył, należał do krakowskiego środowiska artystycznego, w którym miał grono przyjaciół. Zorganizowany przez miasto koncert, zatytułowany „Bądź moim natchnieniem – A Tribute To Zaucha”, to hołd dla artysty, przypomnienie jego twórczości i przybliżenie jej młodszemu przeboje Zauchy wykonają Grażyna Łobaszewska, Beata Rybotycka oraz Kuba Badach. Koncert będzie muzyczną podróżą przez twórczość Andrzeja Zauchy, a także okazją do wspominania artysty i jego twórczej drogi związanej z odbędzie się na placu Wielkiej Armii Napoleona (scena przy ul. Powiśle) 29 sierpnia o godz. 19. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny, ale ze względu na obowiązujące wytyczne sanitarne, liczba miejsc jest prawidłowo zmierzyć temperaturę? To zależy od rodzaju termometruOto przywileje, na które w Polsce mogą liczyć zaszczepione osoby!Sondaż: Młodzi Polacy nie chcą się szczepić. Najstarsi wręcz przeciwnieMiałem koronawirusa – czy jestem już odporny i jak mogę oddać osocze dla chorych?Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
kraj: Polska gatunek: pop, jazz, swing dekady: 1970, 1980, 1990C'est la vieCD 1 - Zaucha i Dżamble: • 1. Święto strachów • 2. Hej, pomóżcie ludzie • 3. Muszę mieć dziewczynę • 4. Naga rzeka • 5. Dziewczyna, w którą wierzę • 6. Masz przewrócone w głowie • 7. Wymyśliłem ciebie • 8. Szczęście nosi twoje imię • 9. Wpatrzeni w siebie • 10. W noc i w dzień • 11. Opuść moje sny • 12. Chciałbyś się zabawić • 13. Drogi nie odnajdę • 14. Sami • 15. Nieobecność • 16. Zakochani staruszkowie • 17. Przed dniem • 18. Bezsenność we dwoje • 19. Bezsenność we dwoje • CD 2 - Zaucha i Anawa • 1. Kto wybiera samotność • 2. Człowiek miarą wszechrzeczy • 3. Abyś czuł • 4. Widzialność marzeń • 5. Ta wiara • 6. Będąc człowiekiem • 7. Stwardnieje ci łza • 8. Tańcząc w powietrzu • 9. Uwierz w nieznane • 10. Kto tobie dał • 11. Nie przerywajcie zabawy • 12. Kantata • CD 3 - Andrzej Zaucha i jazz • 1. Variations On The „Eye” Rhyme • 2. Love Shining Through • 3. Butterfly Of Love II • 4. Beware Of The Music Man • 5. A Tumbleweed • 6. I Run For My Life • 7. The Second Time Around • 8. C’ est la vie – Just A Pipe Of Dream • bonus: • z zespołem Dżamble • 1. Pieśń dokerów z Luandy • 2. Pozwól mi • 3. Wołanie o słońce nad światem • CD 4 - Zaucha i Przyjaciele: • 1. Rozmowa z Jędrkiem - z Andrzejem Sikorowskim i Grupą Pod Budą • 2. Ach te baby – z Ryszardem Rynkowskim • 3. Baśka – z Wolną Grupą Bukowina • 4. Wszystkie stworzenia duże i małe - z Ewą Bem i grupą Doktora Q • 5. Kto ci szczęście da - z grupą Kwadrat • 6. Obojętnie kim jesteś – z grupą Kwadrat • 7. Spróbuj mnie dogonić - z grupą Kwadrat • 8. Pójdziemy na wagary - z Krystyną Prońko • 9. Na cztery ręce - z Danutą Błażejczyk • 10. Kto by chciał kupić coś takiego - z Ewą Bem • 11. Sunrise Sunset - z Alicją Majewską, z musicalu „Skrzypek na dachu” • 12. Blues o rannym wstawaniu - z Kasą Chorych • 13. Spocznij kapturku, zaraz cię zjem - czyli marzenia głodnego wilka - z grupą Doktora Q • 14. Nie pieprz Pietrze - z Ewą Bem • 15. Co jest grane - z Ewą Bem • 16. Wieczór nad rzeką zdarzeń - z Koman Band • bonus: • 1. C’est la vie - wyk. Andrzej sikorowski, Grzegorz Turnau, Zbigniew Wodecki, Andrzej Zaucha • CD 5 - Zaucha - C’est la vie: • 1. Bądź moim natchnieniem • 2. Dzień dobry, Mr Blues • 3. Myśmy byli sobie pisani • 4. Jak na lotni • 5. Baw się lalkami • 6. Nasz bal • 7. W zasadzie- muz. Janusz Koman, sł. Maria Czubaszek • 8. Już taki jestem zimny drań • 9. Budzi się lęk • 11. Córuni pod poduszkę • 12. Gdzie ta muzyczka • 13. Księżniczka • 14. Byłaś serca biciem • 15. Wilczy bilet- muz. i sł . Jacek Skubikowski) • 16. Jesteś i będziesz wspomnieniem • 17. Poza mną tamten czas • 18. C’est la vie - Paryż z pocztówkiCzarny Alibaba (Złota Kolekcja)1. Byłaś Serca Biciem • 2. C`est La Vie - Paryż Z Pocztówki • 3. Czarny Alibaba • 4. Bądż Moim Natchnieniem • 5. Dzień Dobry Mr. Blues • 6. Myśmy Byli Sobie Pisani • 7. Zielono Mi • 8. Wszystkie Stworzinia Duże I Małe • 9. Jak Na Lotni • 10. Bezsenność We Dwoje • 11. Baw Się Lalkami • 12. Julo Czyli Mus Męski Blues • 13. Leniwy Diabeł • 14. Wieczór Nad Rzeką Zdarzeń • 15. Masz Przewrócone W Głowie • 16. Wymyśliłem Ciebie • 17. Szczęście Nosi Twoje Imię • 18. Wołanie O Słońce Nad ŚwiatemAnioł mówił do chłopaków Baw się lalkami 1999Bezsenność we dwoje Byłaś Serca Biciem 1999Bądź moim natchnieniem Czarny Alibaba 1999C'est la vie 1999Dzień Dobry Mister Blues 1999Gdy śliczna Panna 2009Jak na lotni Lulajże Jezuniu 2009Wymyśliłem Ciebie Wśród nocnej ciszy 2009Z narodzenia Pana 2009Zielono mi
Andrzej Zaucha Myślę, że lejtmotywem niniejszej opowieści powinno być to, że to był strasznie sympatyczny i dobry facet Andrzej Sikorowski Wstęp Andrzej Zaucha jest artystą tajemniczym. Wybitny wokalista, uwielbiany za barwę głosu i umiejętności wokalne, znany jest przede wszystkim z piosenki otwierającej bajkę pt. Gumisie oraz kupletów, które wykonał z Ryszardem Rynkowskim na Festiwalu Piosenki w Opolu. Wąska grupa melomanów wie, iż artysta był również utalentowanym jazzmanem. Od paru lat następuje restytucja jego twórczości: powstają wznowienia płyt, filmy dokumentalne, artykuły itd. Warto również potraktować jego życie i twórczość jako studium muzyka zmagającego się z dylematem wyboru artystycznej ścieżki. Czy pracować na swoją sławę i popularność? Czy traktować swój talent jako narzędzie do zarabiania pieniędzy? Czy może w imię wartości wyższych oddać się tworzeniu sztuki, stać się znanym bardzo wąskiej grupie odbiorców, skazując się na niedostatek? Zaucha to postać tragiczna. Nie tyle ze względu na jego śmierć, ale przede wszystkim ze względu na rozdarcie pomiędzy komercyjną estradą i niekomercyjnym jazzem. Na przykładzie licznych rozmów, jakie przeprowadziłam z muzykami znającymi piosenkarza, postaram się nakreślić profil jego artystycznej osobowości. Młodość Andrzej Zaucha urodził się 12 stycznia 1949 roku w Krakowie[1]. Jego przygoda z muzyką trwała praktycznie od urodzenia. Ojciec piosenkarza był perkusistą i grywał w chałturniczych zespołach muzykę do tańca. Sam Zaucha tak wspomina swoje pierwsze kroki: Pierwszy raz w życiu wystąpiłem publicznie, kiedy miałem osiem lat. Tak! Jego (mojego ojca – przyp. aut.) tak rozbolały zęby, że musiał lecieć na pogotowie. A zespół musiał grać więc za bębnami posadzili mnie. Nawet specjalnie się nie krzywili ci starsi panowie, z którymi grywał ojciec... na to moje bębnienie... To zabawne było, bo ledwo sięgałem nogami do „stopy”[2]. Andrzej grał, przez cały okres szkoły podstawowej, w różnych składach amatorskich i półprofesjonalnych. Były to głównie zespoły wykonujące muzykę do tańca. Zaucha nigdy nie odebrał muzycznego wykształcenia. Po ukończeniu szkoły podstawowej poszedł do szkoły zawodowej, by uzyskać zawód zecera[3]. Do szesnastego roku życia Zaucha trenował kajakarstwo. Zdobył trzykrotnie mistrzostwo Polski. Byłem typowany na olimpiadę, – wspomina – która miała być w Tokio, ale dostałem propozycję grania na perkusji w zespole „Czarty” i w ciągu jednego dnia rzuciłem z hukiem cały ten sport[4]. Zespoły taneczne były w latach sześćdziesiątych bardzo popularne. W samym Krakowie było ich kilkanaście[5]. Między innymi: Zdrój Jana, Czarne Perły, Ryszardy, Tytani[6]. Zaucha w zespole Czarty nie rozpoczął kariery jako wokalista. Tak jak w poprzednich zespołach grał na perkusji. Zaucha zdecydowanie nie był wirtuozem. Ale miał za to kilka świetnych atutów. Nienagannie trzymał time[7], w jego graniu panował ogromny porządek, poza tym świetnie poruszał się po różnych stylach. Dixieland brzmiał jak Dixieland, swing był swingiem. Umiał też uderzyć mocnego rocka[8] – wspomina Janusz Grzywacz. Sam artysta tak wspomina ten okres: graliśmy w bardzo popularnych podówczas miejscach, takich jak klub „U Wandera” przy ul. Mogilskiej, klub „Oaza” na boisku, „Kabla” w Płaszowie, czy w Domu Socjalnym na Reymonta. (…) W którąś sobotę przychodzę do sali, w której graliśmy i widzę jakiegoś faceta, który rozkłada bębny... Oczywiście, od razu pomyślałem, że mnie wyrzucili... A tu podchodzi do mnie kierownik zespołu i mówi: wiesz, teraz jest taka nowa moda, żeby ktoś w zespole śpiewał... żaden z nas nie umie, więc pomyśleliśmy, że ty spróbujesz, bo ty znasz te wszystkie nowe piosenki... no to zatrudniliśmy nowego perkusistę, a ty będziesz wokalistą[9]. Zespół Czarty działał w latach około 1965–1968. Następnie Zaucha śpiewał w amatorskim zespole Telstar Andrzeja Kadłuczki. W międzyczasie miał okazję zapoznać się z muzyką inną niż taneczny big beat. Na początku lat sześćdziesiątych jego matka emigrowała do Francji i choć Zaucha został w Polsce – wychowywał się u ciotki – kilkakrotnie odwiedzał swoją mamę za granicą. W 1967 roku albo na początku 1968 wyjechałem do Francji. – wspomina piosenkarz – Tam pierwszy raz usłyszałem gościa, który się nazywa Ray Charles. Kupiłem jego płytę z utworami takimi jak „Georgia on My Mind”, „Woopi Yoopi” i „I Can't Stop Lovin You”. Zakochałem się w tych utworach, nauczyłem i po przyjeździe do Krakowa zmieniłem zupełnie styl śpiewania. W Polsce nikt dotychczas tak nie śpiewał. Śpiewało się Toma Jonesa, takie utwory jak „Deliah” itp. A tu nagle w Krakowie jakiś facecik zaczął śpiewać Charlesa[10]. Nowatorstwo i, jak na Polskie warunki, oryginalna technika wokalna, spowodowały, iż w środowisku jazzowym Zaucha stał się rozpoznawalny. I nie ma wątpliwości, że jego unikalna jak na owe czasy technika wokalna sprawiły, iż zainteresował się nim rythm-and-bluesowy zespół Dżamble. Dżamble Dżamble kojarzone z kwartetem z Zauchą w roli głównej, zostały założone trzy lata przed dołączeniem wokalisty do zespołu tj. w roku 1966. Nazwę zespołu wymyślił Igor Jarecki. W pierwszym składzie grali: Tadeusz Gogosz (gitara basowa), Jan Budziaszek (perkusja), Wiesław Wilczkiewicz (gitara), Jerzy Horwath (fortepian), Edward Anioł (saksofon tenorowy), Czesław Styczeń (puzon), Jan Kaleta (wokal)[11]. Zespół jednak rozpadł się w lutym 1967. Jesienią '67 doszło do nieudanej reaktywacji, by rok później przez krakowski klub „Helikon” zostać powołanym do życia po raz kolejny, w innym, znacznie okrojonym, składzie. Z pierwotnego zespołu został bowiem jedynie Jerzy Horwath. Budziaszka zastąpił Benedykt Radecki, a Gogosza - Marian Pawlik (gitara basowa). Wokalistą był Marek Pawlak[12]. Niemniej, jak opowiada Marian Pawlik, współpraca z Pawlakiem nie należała do udanych. Nie dało się z nim nic zrobić – wspomina Pawlik – mimo wspaniałego głosu, śpiewał jak Tom Jones, był osobą bardzo niekompetentną. Przedkładał życie towarzyskie nad rozwój muzyczny. Nie przychodził na próby, a co gorsza często nawet nie było go na jego własnych koncertach. Dowiedzieliśmy się wtedy od kolegi, że w klubie Polfy, tuż przy Rondzie Mogilskim razem z Kadłuczką śpiewa jakiś młody niezwykle utalentowany chłopak. Pojechaliśmy więc, ale za pierwszym razem nie przypadł nam do gustu. Śpiewał jakieś polskie kawałki big-beatowe[13]. Postanowiliśmy więc dać szansę jeszcze Pawlakowi, ale ten wpakował się w jakieś kłopoty i trafił do aresztu. Pojechaliśmy więc do „Polfy” ponownie i na nasze szczęście nie było wtedy żadnego wieczorku tanecznego. Andrzej mógł więc śpiewać zupełnie inny repertuar. Taki jaki chciał, a nie jaki wymagała od niego publiczność. Śpiewał Charlesa. A jak zaśpiewał „Georgię” to od razu wiedzieliśmy, że to jest to[14]. Dżamble już wtedy miały określoną wizję artystyczną. Chcieli grać muzykę rythm-and- bluesową, połączoną z jazz-rockiem. Mieli też na koncie pierwsze własne kompozycje. To przekonało Zauchę od razu i w marcu 1969 roku rozpoczęła się jego współpraca z zespołem. Dwa tygodnie później wyjechali na konkurs „Jazz nad Odrą”, gdzie wykonywali utwory Otisa Reddinga. Występ został przyjęty entuzjastycznie. Zespół zdobył nagrodę specjalną i nagrodę indywidualną dla Zauchy. Występ wspomina Tomasz Tłuczkiewicz: To był chyba 68 lub 69 rok. Nie pamiętam dokładnie. W każdym razie był to rok kiedy człowiek wylądował na księżycu. W finale „Jazzu nad Odrą” występowało kilka świetnych zespołów między innymi zespół „Romuald i Roman”, którego byłem menadżerem oraz Dżamble. Dżamble były bezkonkurencyjne, a myśmy zajęli drugie miejsce[15]. Choć muszę jednocześnie podkreślić, że „Romuald i Roman” często podobał się publiczności bardziej. Głównie z tego względu, że grali łatwiejszą muzykę[16]. Dżamble zaś szły za ciosem. W tym samym roku zespół wystąpił na IV Festiwalu Kultury Studenckiej w Krakowie, gdzie ex aequo z Danielem Kłoskiem Zaucha zdobył pierwszą nagrodę, oraz w koncercie „Popołudnie z młodością" VII KFPP w Opolu. Sukcesem zakończył się udział w finale zorganizowanego w Rybniku i Chorzowie II Młodzieżowego Festiwalu Muzycznego w 1969 roku, gdzie kwartet z Krakowa w kategorii zespołów zdobył pierwsze miejsce, zaś Andrzej w kategorii wokalistów drugie i trzecie miejsce ex aequo z Waldemarem Koconiem[17]. W międzyczasie muzycy tworzyli własne utwory. W latach 1969–1970 dokonali serii nagrań piosenek dla wytwórni płytowej Polskie Nagrania Muza. Muzykę komponowali zazwyczaj Jerzy Horwath i Marian Pawlik. Jeden utwór – Nagą rzekę – napisał Zaucha. I tak w 71 roku światło dzienne ujrzała pierwsza i niestety jedyna płyta Dżambli – zatytułowana Wołanie o słońce nad światem. Wydawnictwo składało się z dziewięciu utworów skomponowanych do tekstów Leszka Aleksandra Moczulskiego, Tadeusza Śliwiaka, Jerzego Ficowskego i Adama Kawy. Wielką wagę – wspomina Marian Pawlik – przykładaliśmy w tych utworach nie tylko do warstwy muzycznej, ale i tekstowej. Chcieliśmy, by nasza muzyka, w każdym aspekcie coś wyrażała. Ambitna muzyka miała iść w parze razem z ambitnym tekstem. I nie chodziło nam wcale o poezję. Miały to być teksty piosenkowe. Proste, ale nie prymitywne. Wymyśliliśmy, że na płycie piosenki splotą się w miłosną opowieść[18]. Na debiutanckim krążku zagościli również znani jazzmani: Tomasz Stańko, Michał Urbaniak, Janusz Muniak i Zbigniew Seifert. W pierwotnym zamyśle utwory na płycie miały być ułożone tematycznie. Muzykom chodziło o to, by wskutek ich zestawienia stworzyć opowieść o samotnym mężczyźnie (piosenka Muszę mieć dziewczynę), który tworzy w swej wyobraźni ideał kobiety (piosenka Wymyśliłem Ciebie), przebywa z nią w swych snach i marzeniach (piosenki: Naga rzeka, Dziewczyna, w którą wierzę), niemniej miłość do wyimaginowanego obiektu jest niszcząca, mężczyzna stara się więc znaleźć prawdziwą ukochaną (piosenka W noc i w dzień), by uwolnić się od fantazji (piosenka Opuść moje sny), na rzecz prawdziwego związku (piosenka Wpatrzeni w siebie). Wizja młodych muzyków niestety nie przekonała wytwórni Polskie Nagrania. Ostatecznie piosenki ukazały się w innej kolejności. Z bliżej nie wyjaśnionych przyczyn zrezygnowano również z zamieszczenia na płycie świetnego utworu Opuść moje sny. Powyższa decyzja, jak i zapewne inne względy, doprowadziły do konfliktu między zespołem a wytwórnią. Pierwsza porażka zwycięzców spowodowała również rozpad grupy. Młodzi muzycy zadziwiali wszechstronnością. Oto w okresie muzycznej monotonii big bitu pojawił się w polskim życiu artystycznym zespół, który poruszał się pomiędzy jazzem, rockiem, rythm’n’bluesem oraz (nie bójmy się tego słowa) piosenką autorską. Grał na dodatek świeżo, oryginalnie i perfekcyjnie. Jak to zwykle bywa, ambitna muzyka nie spotkała się zbyt entuzjastycznym odbiorem w szerszym gronie słuchaczy. Dżamble znani byli głównie muzycznym melomanom, byli również ogromnie cenieni w środowisku profesjonalnych muzyków. Niedocenienie, połączone z konfliktem z Polskimi Nagraniami oraz wyjazdem niektórych muzyków za granicę, zdecydowało o tym, iż grupa w 1972 roku się rozpadła. Z końcem 1978 Dżamble odrodziły się. Grupa występowała tym razem w składzie: Andrzej Zaucha (śpiew, trąbka, saksofon, instrumenty perkusyjne), Marian Pawlik (gitara basowa), Benedykt Radecki (perkusja), Ryszard Styła (gitara), Stefan Sendecki (fortepian) i Ryszard Kwaśniewski (saksofon, klarnet). W tym składzie grupa dokonywała koncertów i brała udział w nagraniach innych wykonawców, takich jak Maryla Rodowicz czy zespołu Maanam. Nigdy jednak nie odzyskała dawnej popularności, czego konsekwencją było ostateczne zawieszenie działalności w 1981 roku[19]. Anawa Andrzej Zaucha po rozpadzie Dżambli nie pozostawał długo bezrobotny. Na przełomie roku 1971/1972, na skutek trwającego od dłuższego czasu konfliktu, odszedł z zespołu Anawa Marek Grechuta. Jak wspomina Piotr Baron: Czołowa polska grupa muzyczna u szczytu swojej sławy znalazła się bez wokalisty. Nic więc dziwnego, że oczy Jana Kantego Pawluśkiewicza, muzycznego lidera grupy, zwróciły się w kierunku Zauchy. Wszyscy już wtedy bowiem wiedzieli, że Andrzej jest najlepszy i że jest w stanie zaśpiewać wszystko[20]. Sam lider Anawy, tj. Jan Pawluśkiewicz, przyczyny zawiązania współpracy z Zauchą przedstawia w bardziej przyziemny sposób. Szukałem do zespołu wokalisty, a Andrzej świetnie śpiewał. Ale mnie przekonywał inny, znacznie ważniejszy dla mnie wtedy argument. Andrzej nie miał zapędów literackich, kompozytorskich, nie miał również cech przywódczych. Wydawał mi się on więc człowiekiem przede wszystkim bezpiecznym, wiedziałem bowiem, że to nie będzie osoba, która będzie chciała lansować coś własnego. Miałem wizję dla zespołu Anawa bardzo wyraźną i sprecyzowaną. Chciałem pójść w stronę eksperymentu, awangardy, chciałem pobawić się trochę jazzem, trochę rockiem. Miałem gotowe kompozycje, napisane teksty. Potrzebowałem więc osoby, która to wszystko po prostu bardzo dobrze wykona. Andrzej wydawał mi się idealny, gdyż współpraca z nim nie groziła kolizją interesów. Warto przy tym podkreślić, że półtoragodzinny program Andrzej opanował w ciągu dosłownie kilku prób. Andrzej nie znał nut. Wszystkiego uczył się ze słuchu. Grałem więc mu linię melodyczną do piosenki, a on ją bezbłędnie powtarzał. Wracał do domu. Pewnie w głowie przetwarzał sobie te melodie, gdyż wracał na następną próbę z gotowym arcydziełem[21]. Przed Zauchą stanęło nowe wyznanie. Oto znalazł się w zespole, który bardziej nad technikę wokalną i jazzowy feeling czy frazowanie stawiał interpretację tekstów. Zespół Dżamble zwracał oczywiście uwagę na tekst, niemniej stylistycznie był oddalony od poezji śpiewanej. Tymczasem Anawa kontynuowała nurt zapoczątkowany w płycie Korowód wydanej jeszcze z Grechutą. Był to nurt poruszający w tekstach problemy egzystencjalne. Pawluśkiewicz komponował do poezji Leszka Aleksandra Moczulskiego, Ryszarda Krynickiego. Napisał też muzykę do fragmentu Eposu o Gilgameszu i fragmentu rozprawy filozoficznej Giordano Bruno. W zespole Anawa po raz pierwszy zetknąłem się z poezją w sensie wykonawczym. Wstyd się przyznać, ale dopiero wtedy zacząłem zwracać uwagę na tekst. Nie w sensie zrozumienia, ale odpowiedniej interpunkcji – wspomina Zaucha[22]. Andrzej znalazł się w skrajnej sytuacji – twierdzi Jarosław Śmietana, gitarzysta jazzowy – znalazł się w zespole, w którym do tej pory opierał się na ogromnej osobowości Grechuty. Musiał nagle odnaleźć się w stylu tak od niego odległym. Z jednej strony swój śpiew znacznie uprościć, z drugiej nie zatracić swojej osobowości. I oczywiście wyszło mu to po mistrzowsku[23]. Współpraca zaowocowała płytą zatytułowaną Anawa: Tańcząc w słońcu, nagraną w roku 1972, a wydaną 1973. W jej realizacji, obok Pawluśkiewicza i Zauchy, wzięli udział: Anna Wótowicz (wiolonczela), Zygmunt Kaczmarski (skrzypce, gitara), Jan Gorciarczyk (kontrabas), Tadeusz Kożuch (altówka, trąbka), Zbigniew Frankowski (gitara, śpiew), Eugeniusz Makówka (perkusja) oraz gościnnie Benedykt Radecki. Anawa to płyta z muzyką bardziej eksperymentalną i trudniejszą w porównaniu do poprzednich produkcji, jakie miały miejsce z Grechutą. Podkreśla to sam kompozytor: z Markiem (Grechutą – przyp. aut.) graliśmy foremne piosenki, nawiązujące trochę do muzyki barokowej, trochę do rozrywkowej, wszystko było idealne i poukładane. Ja zaś pragnąłem więcej eksperymentu. Chciałem uchwycić to, co w ówczesnych czasach wisiało w krakowskim „powietrzu”, a mianowicie hinduizmy, jazz, rock, awangarda”. I faktycznie. Anawa to płyta fuzji, gdzie utwory a cappella, stylizowane na chorały średniowieczne, zestawione są z rockowymi beatami, improwizacjami i wschodnimi skalami muzycznymi. Wszystko to układa się w interesującą całość i przez wielu krytyków Anawa została okrzyknięta najlepszą, choć najmniej znaną płytą zespołu. Współpraca Zauchy z Anawą trwała niespełna półtora roku. Dwa tygodniu po nagraniu płyty Andrzej przyszedł i powiedział, że chciałby zrezygnować, uczy się grać na saksofonie i wyjeżdża do knajpy na zachód. Było to dla mnie zaskoczeniem. Zespół dopiero nabierał wiatru w żagle. Nagraliśmy płytę, która nota bene na rynku miała się ukazać dopiero za kilka miesięcy. Perspektywy koncertów dopiero się przed nami otwierały – wspomina Jan Kanty Pawluśkiewicz[24], ale jednocześnie przyznaje: w odejściu Andrzeja było trochę mojej winy. Podczas pracy nad utworami chciałem nakierować go na drogę intelektualną. Namawiałem go do kontemplacji filozoficznej, lektury Taoizmu, mając świadomość, że jego to guzik obchodzi. Poza tym nic z tego nie rozumiał. Żył w zupełnie innym świecie. Andrzej lubił biesiadować i znacznie ważniejszym od przeżyć intelektualnych były dla niego spotkania towarzyskie i dobra zabawa. Tymczasem Anawa to było coś więcej niż samo muzykowanie. Była literatura, medytacja, filozofia. To nie były jego rewiry. Andrzej był umęczony moimi nagabywaniami[25]. Była jeszcze jedna przyczyna, która zadecydowała o odejściu Zauchy z zespołu Anawa. Wokalista był już żonaty i miał malutką córeczkę – Agnieszkę. Wyjazd na Zachód oznaczał większy zarobek dla niego i jego rodziny. Zespół Pawluśkiewicza, mimo iż popularny, nie gwarantował takich przychodów, jak praca za granicą. Kolejny argument przytacza z kolei saksofonista jazzowy Piotr Baron: W czasach reżimu sowieckiego znacznie ważniejsze od nagrania płyty czy tworzenia sztuki przez duże „SZ”, było zaczerpnięcie łyka wolności, wyjazd na zachód, ucieczka na pół roku od ZOMO. Mnie decyzja Zauchy nie dziwi, ponieważ w ten sposób działali wszyscy, ze mną włącznie. Trzeba było dbać o wolność. A taką namiastką był wyjazd do Niemiec czy Szwajcarii[26]. Pierwszy wyjazd miał miejsce z zespołem Andrzeja Ibka. Zaucha wyjechał w zastępstwie za Jarosława Dobrzyńskiego. Jednym z warunków kontraktu był wymóg, by wokalista jednocześnie grał na saksofonie. Słynna jest już anegdota, iż specjalnie na ten wyjazd Zaucha opanował podstawy gry na tym instrumencie w dwa tygodnie[27]. Zespół z sukcesem wyjechał na kilka miesięcy do Szwecji. Zaucha dołączył następnie do zespołu Mini Max, z którym podróżował po Europie i w którym występował jako wokalista i saksofonista. Współpraca z zespołem trwała przez cały okres końca lat 70. i początek lat 80. Jego podstawowy skład tworzyli: Jerzy Piwowarski (gitata basowa), Janusz Lorenz (gitara), Janusz Gajec (perkusja), Eugeniusz Puchalski (fortepian), Andrzej Zaucha (wokal)[28]. Nietypowej współpracy w ramach wyjazdów zarobkowych podjął się w latach 1974–1976 z grupą Old Metropolitan Band. W jej skład wchodzili pierwotnie Ryszard Kopciuch-Maturski (kontrabas), Tadeusza Oferta (banjo), Czesława Dworzański (perkusja), Wiesław Kurpowski (klarnet), Marek Michalak (puzon), Henryk Słaboszowski (fortepian)[29]. Zaucha zaś nie dołączył do zespołu jako wokalista, tylko jako… perkusista, zastępując Czesława Dworzańskiego. Określiłbym to jako powrót do korzeni. – skomentuje to Zaucha – Zaczynałem od bębnów i po latach zasiadłem za bębnami[30]. Old Metropolitan Band był pod koniec lat 70. znanym, ustabilizowanym zespołem. Ryszard Kopciuch, lider, wspomina: Od 1970 roku zaczęliśmy zdobywać laury i jeździć do Niemiec, Danii, Holandii, Szwajcarii. Europa stanęła przed nami otworem! Byliśmy dość dobrze zagnieżdżeni na tamtym rynku. W Niemczech działało wówczas 130 klubów czysto jazzowych[31]. Sam Zaucha przyznał, że wpierw był przerażony graniem na perkusji[32]. Szybko też wyszło na jaw, że nie może porzucić śpiewu i zająć się graniem wyłącznie na instrumencie. Przez jakiś czas grał z nami na bębnach Andrzej Zaucha. – wspomina Ryszard Kopciuch – Ale gdy grał na harmonijce ustnej i śpiewał, to odchodził od bębnów. Wówczas powstawał bezbębnowy skład. (…) Jak na zespół Dixielandowy było to dość odważne posunięcie, ponieważ Niemcy nie wyobrażali sobie, jak można grać jazz tradycyjny bez bębnów[33]. Z drugiej strony, mimo niekonwencjonalnych zachowań perkusisty, zespół był niezwykle popularny. Po współpracy Zauchy z Old Metropolitan Band pozostał ślad w postaci nagranej 1975 roku płyty. Jest to rejestracja koncertu w Jazz-Clubie Hannover. Był to wspaniały klub, w którym grali tacy goście jak Dizzy Gillespie czy Miles. Ten klub ma znakomitą akustykę - opowiadał Zaucha[34]. Na płycie Andrzej śpiewał „Georgię” i grał na harmonijce. Graliśmy z fortepianem bez bębnów, ze skrzypcami bez bębnów i z bębnami[35]. Płyta nosi tytuł Live in Jazz Club Hannover. Muzycy wykonują na niej standardy jazzowe takie jak: Sweet Georgia Brown, Caravan, Honeysuckle Rose, Georgia on My Mind czy Mack the Knife. Wyjazdy na Zachód pozostawiały jednak u wokalisty poczucie niespełnienia. Najbardziej frustrowało go, iż najmniej jest znany na swoim rodzimym podwórku. Lata 80 będą próbą odwrócenia takiego porządku rzeczy. Przypisy: [1] Ryszard Wolański, Leksykon Polskiej Muzyki Rozrywkowej, t. 2, Warszawa 2003, s. 234. [2] Cytat za: Małgorzata Bogdanowicz, Tomasz Bogdanowicz, Andrzej Zaucha – krótki, szczęśliwy żywot..., Kraków 1993, s. 11. [3] Wacław Panek, Encyklopedia muzyki rozrywkowej, Warszawa 2000, s. 384. [4] Cytat za: Bogdanowicz, op. cit., s. 8. [5] Ibidem, s. 9. [6] Wywiad z Januszem Grzywaczem z dnia 15 września 2009 roku, Kraków. [7] time – słowo w żargonie muzyków jazzowych oznaczające poczucie rytmu. [8] Wywiad z Januszem Grzywaczem z dnia 9 sierpnia 2009 roku. [9] Cytat za: Bogdanowicz, op. cit, s. 8. [10] Ibidem, s. 41. [11] z dnia 30 sierpnia 2009 roku. [12] Ibidem. [13] Wolański definiuje big-beat jako nurt muzyki rozrywkowej lat 60. XX w. (…) charakteryzujący się uksponowanym rytmem, prostotą melodyczną i harmoniczną. Słownik terminów muzyki rozrywkowej, Warszawa 2000, s. 47. [14] Wywiad z Marianem Pawlikiem z dnia 3 marca 2009 roku, Kraków. [15] Ciekawą anegdotę dotyczącą tego wydarzenia wspomina Krzysztof Piasecki. Tłuczkiewicza znałem od dawna. Wiedziałem, iż zajmuje się menadżerką zespołu Romuald i Roman. Wiedziałem też, że startowali w Jazzie nad Odrą. Dzień po finale dzwonię więc do Tomka i się pytam „No i jak wam poszło?” a on mi na to „Bomba! Wiesz, że pierwsze miejsce zajęliśmy?”. Bardzo się ucieszyłem, pogratulowałem mu zwycięstwa i jakie było moje zdziwienie jak godzinę później przeczytałem w gazecie, że pierwsze miejsce zajęły Dżamble. Znowu więc zadzwoniłem do Tłuczkiewicza: „Stary co ty opowiadasz? – mówię do niego – jak wygraliście? Przecież pierwszą nagrodę zgarnęli Dżamble?” a on mi na to „Dżamble się nie liczą. Byli absolutnie bezkonkurencyjni – na podstawie wywiadu z Krzysztofem Piaseckim z dnia 4 marca 2009 roku, Kraków. [16] Wywiad z Tomaszem Tłuczkiewiczem z dnia 28 lutego 2009 roku, Warszawa. [17] z dnia 30 sierpnia 2009 roku. [18] Wywiad z Marianem Pawlikiem z dnia 3 marca 2009 roku. [19] z dnia 12 września 2009 roku. [20] Wywiad z Piotrem Baronem z dnia 28 lutego 2009 roku. [21] Wywiad z Janem Kantym Pawluśkiewiczem z dnia 8 sierpnia 2009 roku. [22] Cytat za: Bogdanowicz, op. cit., s. 44. [23] Wywiad z Jarosławem Śmietaną z dnia 14 lipca 2009 roku. [24] Wywiad z Janem Kantym Pawluśkiewiczem z dnia 8 sierpnia 2009 roku. [25] Ibidem. [26] Wywiad z Piotrem Baronem z dnia 28 lutego 2009 roku. [27] Anegdota przytaczana zgodnie i przez Jarosława Dobrzyńskiego, Jarosława Śmietanę, Ryszarda Kopciucha, Janusza Grzywacza. [28] Informacje dostępne na stronie: z dnia 20 września 2009 roku. [29] z dnia 30 grudnia 2014 roku. [30] Cytat za: Bogdanowicz, op. cit., s. 47. [31] Cytat za: Antoni Krupa, Miasto błękitnych nut, czyli historia krakowskiego jazzu i nie tylko, Kraków 2008, s. 190. [32] Bogdanowicz, op. cit., s. 47. [33] Krupa, op. cit., s. 191. [34] Cytat za: Bogdanowicz, op. cit., s. 47. [35] Cytat za: Krupa, op. cit., s. 190. Bibliografia: Bogdanowicz, Małgorzata, Bogdanowicz Tomasz, Andrzej Zaucha – krótki, szczęśliwy żywot, Kraków 1993. Gridley Mark. C., Jazz Styles, History and Analyzes, New Jersey 1997. Krupa Antoni, Miasto błękitnych nut, czyli historia krakowskiego jazzu i nie tylko..., Kraków 2008. Panek Wacław, Encyklopedia muzyki popularnej, Warszawa 2000. Schmidt Andrzej, Historia Jazzu, t. 3, Zgiełk i furia, Warszawa 1997. Rabiański Radosław, Krakowska scena muzyczna. Encyklopedia, Kraków 2006. Wolański Adam, Słownik terminów muzyki rozrywkowej, Warszawa 2000. Wolański Ryszard, Leksykon Polskiej Muzyki Rozrywkowej, t. 3, Warszawa 2003. Strony internetowe: [dostęp: [dostęp: [dostęp: [dostęp: [dostęp: [dostęp: [dostęp: Wywiady: Piotr Baron – Wrocław, 28 lutego 2009 r. Alicja Majewska – Warszawa, 1 marca 2009 r. Włodzimierz Korcz – Warszawa, 1 marca 2009 r. Bożena Krzyżanowska – Kraków, 2 marca 2009 r. Tomasz Tłuczkiewicz – Warszawa, 1 marca 2009 r. Jarosław Dobrzyński – Warszawa, 2 marca 2009 r. Jacek Pelc – Warszawa, 2 marca 2009 r. Ewa Bem – Warszawa, 2 marca 2009 r. Krzysztof Piasecki – Kraków, 3 marca 2009 r. Marian Pawlik – Kraków, 3 marca 2009 r. Andrzej Sikorowski – Gdańsk, 8 marca 2009 r. Jarosław Bem – Warszawa, 15 marca 2009 r. Jarosław Śmietana – Sulęczyno, 14 lipca 2009 r. Jan Kanty Pawluśkiewicz – Warszawa, 8 sierpnia 2009 r. Janusz Grzywacz – Kraków, 8 sierpnia 2009 r. oraz 15 września 2009 r. Zbigniew Wodecki – Sopot, 20 sierpnia 2009 r. Ryszard Kopciuch – Kraków, 29 września 2009 r. Opublikowano: 2015-01-13
Rozwiązaniem tej krzyżówki jest 7 długie litery i zaczyna się od litery D Poniżej znajdziesz poprawną odpowiedź na krzyżówkę polska grupa jazz-rockowa, jeśli potrzebujesz dodatkowej pomocy w zakończeniu krzyżówki, kontynuuj nawigację i wypróbuj naszą funkcję wyszukiwania. Niedziela, 1 Września 2019 DŻAMBLE Wyszukaj krzyżówkę znasz odpowiedź? inne krzyżówka Polska grupa folk rockowa Polska grupa rockowa Polska grupa pop-rockowa Polska grupa pop-rockowa ("zabiorę cię") ... valentino, polska grupa rockowa ... i wojtek, polska grupa rockowa ... nieżywych schabuff, polska grupa pop-rockowa Czarno- ..., polska grupa swingowo-rockowa Polska grupa rockowa - dawne framauro, Polska grupa rockowa dawne framauro, Polska grupa rockowa dawne framauro, Brytyjska grupa, "innuendo", "jazz" Edyta - polska piosenkarka rockowa i kompozytorka Patrycja ... polska piosenkarka pop-rockowa Ewelina ... polska wokalistka pop-rockowa, Ewelina polska wokalistka pop rockowa, Ewelina polska wokalistka pop rockowa, Australijska grupa rockowa Belgijska grupa rockowa Czeska grupa rockowa trendująca krzyżówki M9 duuuża dyscyplina 9l ważne zebranie w watykanie Ssak broniący się przykrą wonią Duże, prostokątne płyty szkła Ł7 wewnętrzne ja K1 piękny luby pięknej afrodyty Kończą karnawał Tworzą ją ssaki, ptaki i inne zwierzęta Przejazd taksówką 1d autor mapy Nieuczciwe działania preferowane przez krętacza 9a koniec kontaktów H16 parszywe szczęście D7 skrzywienie w zachowaniu Obywatel innego kraju dla naszego rodaka
grupa jazz rockowa z zaucha