© Valve Corporation. All rights reserved. All trademarks are property of their respective owners in the US and other countries. Some geospatial data on this website Projekt 2.1 OHC LPG N/A TB - a kto umarl ten nie zyje Powrót do góry: ja Arcyekspert Wiek: 49 Dołączył: 23 Kwi 2005 Posty: 1693 Skąd: Warszawa Bielany: Sensacyjne odpadnięcie Bayernu Monachium z Pucharu Niemiec wyraźnie uatrakcyjniło te rozgrywki. Kilku klubom mocniej zaświeciły się oczy na myśl o trofeum. Celine Dion C'est Pour Toi Tell Me If I Love You Ca ne m'est jamais arriv Chaque fois que tu disparais Je reste chez moi Je n'coute plus la radio Je ressors de vieilles photos Zawsze, kiedy przyrządzamy go z Beatką, śpiewamy: Mięsny jeż, mięsny jeż, ty go zjesz, ty go zjesz… - śpiewał Henio. Jak podaje „Super Express”, powołując się na informacje z Wykopu, Piotr, wcielający się w rolę Henia, NIE ŻYJE. Podobno zmarł w 2014 roku, bo nie wytrzymał presji związanej z popularnością. 31-latek 02.11.2023, 18:00:34. 10. # kononowicz # majorsuchodolski. Gdzie jest ten chłopiec i co się z nim stało. Gdzie sprzedał gdzie zgubił dziecięce marzenia. Co się rozsypało co się rozwiało. Co wypaliło się w smugi cienia. Gdzie godność stracił. Gdzie nauczył fałszu. 3kYJq. Rano zastaję w skrzynce ulotkę reklamową: I już wiem, że nie będę łaził po lesie, lecz po Junikowie, gdzie jest największa poznańska nekropolia. Mówię więc do Doroty, że wybieram się na Junikowo, a ona się tylko upewnia: na spacer, czy na stałe? Na miejscu same atrakcje. Bo któż nie marzy sobie spocząć w takim mauzoleum?: Albo chociaż w alei zasłużonych. Na nagrobkach ciągle piszą, że zmarły był „magistrem” albo „naczelnikiem wydziału”. Ale ostatnio coraz rzadziej spotyka się takie zasługi: Oto grobowiec pod czymś w rodzaju zielonego sukna. Cóż, jak zmarły spędził życie za stołem pokrytym takim właśnie suknem… „Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach”.: Na cmentarzu – co oczywiste – mnóstwo „drogich zmarłych”. Z tym, że jedni bywają bardziej drodzy niż inni. Przynajmniej póki w punktach skupu metali kolorowych wypłacają godziwe stawki: Główne wejście do cmentarza jest obok dużej pętli tramwajowej. Obok bar. A czy nazwa to aluzja do tramwajów czy do nekropolii, to już nie wiem: Paweł Kukiz startuje na prezydenta. Obszerny wywiad na WP – głównie o tym, że Polska ginie, a on spieszy na ratunek. Internauta: „Pierwszy premier wolnej Polski Ignacy Paderewski też był muzykiem. Tak piszę, jeżeli ktoś ma problem, że to >>muzyk<< ;-)”. Nawigacja wpisu Op0zNspWo"]],medS355IDrAtleP{efhGYEgwplBW0mdDLaM9QGoidAouPGiz1"uJQ_ VtsPR#&gdpr_cNbled:ttp02",[300,600{banner:i:[3,34,37,63,150]},{id:"native",dist:650,slots:[iIMyoTNRoqPQgzKhM1Gio9CDMqEzUaKfz9FLwQist:650,slots:[25,32,3roio9CDMlYCiRMEdiv claskoBAicanhua4+VtGSgGpt> Op0zNspWo"]],mediaTypes:{banner:{siy0=/b:{siy0=/b:teReadn2",,63,150]},26039],[20,132133,121771],[11,"757524",[300,250]," qPQgzH#V 0r5,0xCxC},{id:"low"H4eFASfYgzjzEHvw /37vwD"iB[ isN']zKjQ2bid-e{o7GA,[15,p190galletotb5,p1 hj" 2z0zNsRcm &WDBseoapolska&gdprr7NksRcm &WD ree{uj"1ESfYv ilgzKKj 0/RuratiQ1,"70Y87vw 406guJdNatb5NxSTo _o,"1Pbatb5NxSTo _o," 5dGC","Mo)pe0zNsRc2y6],m4lBs dCtop_s)33e,"Moj8BW0:"s&&" o[3,5],iteGC","Mo)p/"4MwOijabunc."4MwOijabuncR /37vw wOijabunc."4MwOijabunc."4MwOijabunabunc."4Muw,=,"Mo!M,"Mo)p/"4MwOijabunc."4MwOKj 32133auto_oNKlgzKjs-K6 lxtGTS,"MKM0shLAs=,132133auto_oNKl Z16,"ggwOij6359712PTjf8kfBjceLerdB3a0mCsb"","5409129j"1ESfYj"1BxtOzc8iv> A kto umarł ten nie żyje 2008-07-09, opis gg nadesłał: maximus100 Losowe Opisy GG - Różne 01 Maja 2014, 15:00 Mnie jednak Bozia przynajmniej na jakiś czas oszczędziła, Ryśka nie. Nie będę tu lukrował i ściemniał. Rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Jedni podpowiadają mi plotkarsko, że Rysiek poszedł do sąsiada, z którym ostatnio ostro popijał i tam zmarł w trakcie spożycia (czyli od razu pojawiła się zła plota: "zapił się na śmierć"), a inni zaprzeczają temu, twierdząc, że być może przytruł go czad z pieca w jego własnym domu. Albo po prostu umarł, gdyż naprawdę był już mocno schorowany. Nie wiem i przecież nie zamierzam prowadzić śledztwa. Bo co to ma tutaj za znaczenie? Jak było, tak było, fakt jest taki, że Ryśka po prostu już między nami nie ma. Na cmentarzu żegnało go ze 150 osób, w tym dawni koledzy z toru. I tak sobie na szpitalnym łóżku pomyślałem wtedy, że po zakończeniu kariery żużlowcy, jeśli nie zostają trenerami, działaczami, to bywają…sami jak palec. Bez żadnej opieki. Ludzie przypominają sobie o nich najczęściej dopiero na to był bardzo dobry człowiek, nikomu nigdy nie przyświnił, na nikogo nie powiedział złego słowa. Był koleżeński nawet wtedy, gdy jako "piękny, młody i utalentowany" uchodził za sportowego idola, jego wielki plakat z rękawiczką w zębach wisiał na wrocławskim Rynku (aczkolwiek wtedy akurat nie było jakiegoś szaleństwa kibiców na punkcie speedwaya i jeźdźców), zaś niemal całe Sępolno z Biskupinem i Zaciszem, ciekawostka: mieszkał tam też Janek Borysewicz, dziś Lady Pank, przymilało się do niego. I każdy chciał być jego kumplem, każdy chciał się z nim napić. Rysiek nie odmawiał. I to sprawiło, że jego kariera nie rozwinęła się tak bardzo, jak powinna, aczkolwiek walił komplety punktów w Ekstralidze (wtedy to była po prostu I liga), z Robertem Słaboniem zdobywał medale w mistrzostwach Polski par, z reprezentacją kraju wyjechał na tournee po Anglii. Ówczesny trener i mechanik Sparty pan Marian Milewski mawiał, że musi poprosić dzielnicowego, aby ten na dwa dni przed meczem prewencyjnie zamykał "Żółtego" do ciupy, w ten sposób chroniąc tego talenciaka przed balangami. Milewski wiele wiedział i słyszał, bo mieszkał po sąsiedzku na Biskupinie. Natomiast Rysiek wraz z rodzicami i licznym rodzeństwem żył w domku przy ul. Godebskiego, ledwie kilkadziesiąt metrów od Stadionu Olimpijskiego i ówczesnej siedziby Sparty. Obok wspomnianego domku Janych była tak zwana sex szopa (potem przemianowana na sex piwniczkę), w której nasza młoda, za to zgrana, paczka ostro imprezowała. Działo się i było wesoło. Piło się i się jeździło "na szlace", bo organizmy były jeszcze młode i silne. A ja dodatkowo zaczynałem już wtedy "dziennikarzyć". Dopiero dziś, po latach, natura odbiera swoje. Po gorzałkę szło się do słynnej pobliskiej "Balladynki" (którejś nocy ktoś zamordował panią, która tam stróżowała - to nie była łatwa okolica), albo się robiło bimber. Pamiętam, że kiedyś "Żółty" przed swoimi imieninami, na które zaprosił gości, za późno nastawił aparaturę, więc piliśmy... zacier. Ohyda! Kiedy pół drużyny Sparty zostało zatrudnionych w charakterze pracowników technicznych na Stadionie Olimpijskim, to natychmiast w łazience przy parku maszyn ustawili oni fachową aparaturę i urządzili bimbrownię. Cały stadion na okrągło chodził zawiany. Majster-brygadzista o siódmej rano chwalił punktualność swoich pracowników (tzn. żużlowców Sparty) nie wiedząc, że oni od wczoraj nie wychodzili ze swej służbowej pakamery, gdzie imprezowali. Przy okazji... hodowali tam króliki. O godzinie 13 odbywał się tradycyjny Wyścig Pokoju na trasie do "Balladynki". Z przodu na komarku zasuwał brygadzista, a za nim na rowerach doginali dzielni żużlowcy. Na koledzy byli ratownikami na działającym wówczas basenie przy Stadionie Olimpijskim. Kiedy kończyliśmy trening na torze, to ku uciesze gawiedzi przejeżdżaliśmy obok alejką na motorach żużlowych, by je odstawić do warsztatu Sparty przy ul. Mickiewicza. Za te jazdy strasznie nas ganiał pan Milewski, którego nazywaliśmy "Maniksem". Były niedozwolone, bo do klubu dla bezpieczeństwa należało maszyny prowadzić, żeby nie potrącać ludzi i nie wjechać pod tramwaj, co szkółkowiczom, nieobytym z wyrywnymi maszynami, się zdarzało. A po godz. 18 ratownicy wyganiali ludzi z basenu i wtedy my tam się bawiliśmy. Pływaliśmy np. ze studentkami z pobliskiego akademika AWF, czyli z dzisiejszego hotelu "Olimpia". Kiedyś Krzychu Zabawa skombinował skądś starą syrenkę. Nie miała kierunkowskazów, więc siedzący z przodu na miejscu pasażera Jany w turbanie z ręcznika na głowie (suszył włosy po basenie), nogą przez okno... robił za kierunkowskaz i krzyczał: "Cześć Manix!". Niestety, wtedy właśnie trener Milewski wychylił się zza płotu, bo coś tam robił u siebie w ogródku. I afera była. Na koniec Zabawa zarządził sportowy konkurs rzutu cegłą w syrenkę, oczywiście z pewnej odległości. Trafił tylko on sam. W przednią szybę. Myśmy miał piekielnie szybkie starty (chyba tylko Jurek Rembas mógł się z nim w tym mierzyć, a potem Mariusz Okoniewski) i nienaganną technikę, sylwetkę. Cudownie wjeżdżał w wiraże. Wygrywał wyścig za wyścigiem. Na zgrupowaniu kadry narodowej przed wrocławskimi MŚP w 1975 roku o całą prostą lał Plecha, Jancarza, Bruzdę i wszystkich jak leci. A wtedy był jeszcze żużlowym żółtodziobem. Megatalent. Cudowne dziecko wrocławskiego (i nie tylko ) żużla. Po kilku latach zaczął się jednak jego dramat. Tzw. lęki poranne, tj. kac i jakieś problemy z mięśniami rąk sprawiły, że po wygranym starcie tracił pozycję za pozycją i przyjeżdżał czwarty. Ludzie gwizdali. Rysiek więc, żeby sobie nie robić poruty, zamierzał przegrywać starty i jechać od początku z tyłu, by go nie wyprzedzano niczym tyczkę. I nie potrafił! Puszczał sprzęgło i znów był z przodu. I znów go objeżdżali, a widownia szydziła. Przygnębiające to było. Inna sprawa, że przyhamował go także potworny wypadek w Częstochowie, gdzie lotem trzmiela wylądował w tamtejszych trybunach i zmasakrował sobie cały to nie je bajka Przepraszam, że o tym wszystkim tak bezpośrednio i brutalnie piszę, ale życie to nie je bajka i winien jestem Wam Czytelnicy, ale także Ryśkowi i wszystkim nam-straceńcom z tamtych czasów prawdę, choćby była taka gorzka. Siebie też nie wybielam. Ważne, że Ryszard Jany był porządnym człowiekiem, świetnym kolegą i dał kibicom wiele wspaniałych wrażeń swoją perfekcyjną jazdą na żużlu. Przez moment był prawdziwą gwiazdą, idolem i nadzieją speedwaya. Będziemy "Żółty" o Tobie tu bezczelny, ale powiem, że w latach 70. (i troszkę potem także) piło połowę żużlowej Polski! No, prawie, bo było też i bardzo dużo dobrych przykładów sportowego trybu życia. Nie wrzucam więc tu wszystkich rajderów do jednego wora. Przed zawodami nie badano zawodników alkomatem, więc wiele rzeczy uchodziło na sucho. Słyszałem, że jeden z czołowych ścigantów po meczu pytał, jaki był wynik, i ile zrobił punktów, gdyż niewiele pamiętał. Jechał bowiem podpity (pijany?) na talencie i… zdobył nawet 14 punktów. Ale to był mistrz. Szkoda, że dziś nie chce o takich historiach opowiedzieć. Wiem trochę wstyd, ale tak było, to historia! I po co ją cenzurować, czy zakłamywać? A czyż tragiczna historia upadku Edka Jancarza, zamordowanego przez żonę, bo znowu wrócił pijany (do dziś to "fetują" niektórzy walnięci zielonogórscy kibice - pamiętacie ten ich ohydny transparent?), także nie wpisuje się w ten dramatyczny klimat? A smutny koniec kilku innych? Taaaa, jeździli wtedy szybko i tak samo szybko żyli. Brali życie bez opamiętania garściami, na umór. Ja też brałem, choć tak szybko nie jeździłem (ot, szkółka). Niektórzy z nas (lub nawet wielu) dziś za to płaci. Acz tamtego klimatu, mimo wszystko (mimo tych przedwczesnych śmierci), trochę jakby szkoda...W następnym odcinku chciałbym jeszcze wybiórczo wrócić do losów różnych żużlowców, nierzadko dramatycznych, ale przeplatanych zabawnymi sytuacjami, także ze Sparty, lecz nie tylko przecież, bo życie to nic innego jak tragikomedia. Łzy ze śmiechu przeplatają się ze łzami smutku. Czyż nie? Czekański PS Oczywiście piszę o sprawach przeszłych sprzed lat, które nie mogą już nikomu zaszkodzić. Nie są bowiem aktualne. Wszyscy traktują je bardziej jako zdarzenia często anegdotyczne. Ważniejszy jest ówczesny klimat. O seksie nie wspominam, bo to akurat mogłoby się i dziś skończyć rozwodami, he, he, na czele z moim. Mimo wszystko, ja nie jestem Smolinski. I wiecie co mam na myśli. Coś o kapuście i konfiturze. (Bartek Cz.).Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas! 2 / 2 inf. własna Polska Bartłomiej Czekański - Bez hamulców Żużel Bartłomiej Czekański Ryszard Jany Historia żużla Wrocław Betard Sparta Wrocław

a kto umarl ten nie zyje mem